Szukaj męża w owulację
Opublikowane przez Cynosia
O plusach obserwacji swojego organizmu pisałam już dużo – nigdy jednak w kontekście bycia całkiem modną teraz singielką (a coś tam od pewnego czasu o tym wiem… ;) O ile udało mi się przekonać do stosowania metod objawowo-termicznych kilka par, to nie mam na swoim koncie jeszcze żadnej kobiety, która chciałaby się obserwować ot tak, dla siebie samej. Na 28dni też nie jest nas za dużo. Jakoś zawsze brakuje motywacji, dziewczyny się dziwią, że mi się chce „to wszystko robić bez celu”. Okazuje się jednak, że lista celów poznawania swojej płodności bez mężczyzny jest bardzo długa, a oto kilka z nich.
Po pierwsze, warto zacząć się obserwować jeszcze zanim rozpoczniemy współżycie, bo im więcej mamy doświadczenia, tym lepiej znamy swój organizm i bardziej ufamy swoim obserwacjom. Szczególnie w wyznaczaniu fazy niepłodności przedowulacyjnej, bo z poowulacyjną problemów większych nie ma. Dużo łatwiej się uczyć i popełniać ewentualne błędy w interpretacji bez ryzyka konsekwencji, jaką może dać współżycie. Ponadto świadomość, w jakiej fazie się znajdujemy oraz jej wpływu na nasze samopoczucie fizyczne i psychiczne pozwala lepiej funkcjonować. Ja na czas okołoowulacyjny zawsze planuję sprawy wymagające ode mnie więcej odwagi i działania, a tuż przed okresem staram się nie narażać na sytuacje stresowe i konfliktowe, bo wtedy sobie z nimi po prostu gorzej radzę.
Po drugie, dzięki prowadzeniu kart cykli, można zdiagnozować ewentualne nieprawidłowości i je zawczasu wyleczyć. Ja od dłuższego czasu mam 10 dniową fazę lutealną, co mnie lekko niepokoi, więc zaczynam robić różne rzeczy, by ją wydłużyć (na razie tylko wykresowe wizualizacje i pozytywne nastawienie :D ale jak coś mądrego wymyślę, to na pewno się z Wami podzielę). Martwię się tym nie tylko dlatego, że może świadczyć o niskim progesteronie, ale jeżeli można mieć 14 dni pewnej niepłodności, to warto do tego dążyć – to w końcu aż 4 dni więcej na niczym nieograniczone współżycie! ;)
Po trzecie – z przymrużeniem oka – nie od dziś wiadomo, że w okresie okołoowulacyjnym jesteśmy bardziej wyczulone na mężczyzn, z którymi możemy spłodzić dzieci o wysokiej odporności i jak najlepszej kombinacji genetycznej. Mając tego świadomość, samotne dziewczyny mogą bardziej precyzyjnie wybierać swojego partnera życiowego – wystarczy podczas owulacji powąchać kilku mężczyzn, którzy nam się podobają ;) bardziej przyciągać nas będą ci, którzy mają układy odpornościowe jak najbardziej różne od naszych. Plusem będzie nie tylko zdrowe dziecko, ale też lepsze orgazmy – statystyki mówią, że tacy mężczyźni bardziej dbają o naszą przyjemność – instynktownie wiedzą, że orgazm sprzyja zapłodnieniu, więc będą chcieli swoje szanse zwiększyć. Jak widzicie gra jest warta świeczki.
Macie coś do dodania? Co jeszcze dawała, bądź daje Wam obserwacja w czasie, gdy nie macie partnera? Czekam na komentarze,


Nabilas mi cwieka tym - po trzecie, hihi. Jak polece do domu to sprawdze czy faktycznie mojego faceta “wywachalam” w czasie owulacji;-P
Ja swoją przygodę zaczęłam z NPR zanim poznałam Lubego. Martwiła mnie nieregularność (potworna!), a i też chęc poznania tego. Jestem mile zaskoczona, ile mogę z wykresu odczytać. I o ile nie współżyję mam nadzieję, że kiedyś wcielę moje doświadczenie wykresowe w życie. Każdego ranka jest taka ciekawość, co pokaże termometr:) A później linie, które pokazują całość, fajna zabawa:)
Ja swojego wywąchałam na pewno :) Moja kumpela z kolei nie może zerwać z facetem co do którego nie jest przekonana bo “on tak hipnotycznie pachnie” ;)
Ja już 3,5 roku sypiam z termometrem i nie wyobrażam sobie jak to by było nie wiedzieć w której fazie cyklu się teraz znajduję :) ps. a czy to nie jest przypadkiem tak, że w trakcie owulacji każdy będzie atrakcyjnie pachniał? :P
Rozpoczynając obserwacje dla samej siebie przede wszystkim nauczyłam się wielkiego szacunku do mojego ciała. Nie mogłam się nadziwić, że nawet pod wpływem stresu, podróży i innych wielkich zmian życiowych, cały czas funkcjonowała we mnie ta busola którą jest kobiecy cykl.
Rozumiem siebie lepiej dzięki tym obserwacjom. Wiem, że przed okresem miewam “wścieki”, że pod koniec okresu mam jeden dzień depresji, że w czas płodny jestem energiczna ale i bardziej niecierpliwa życiowo, a w fazie lutealnej bardziej wyciszona ale i przytulak. Teraz przygotowując się do małżeństwa nie mam większych obaw przed rozpoczęciem współżycia i określaniem moich faz. Zadomowiłam się już w moim ciele :-)
“Zadomowiłam się już w moim ciele” ładnie powiedziane, Smuga :)
Mając tego świadomość, samotne dziewczyny mogą bardziej precyzyjnie wybierać swojego partnera życiowego – wystarczy podczas owulacji powąchać kilku mężczyzn, którzy nam się podobają ;)
Hahaha, już sobie wyobraziłam laski biegające od faceta do faceta i wąchające ich jak pieski :D
Nie bez przyczyny feromony tak dobrze się sprzedają ;)
hahahaha ;] po trzecie jest zaskakujące :)) Ale nie wiem czy na tym to wszystko polega :)) Przecież nie będziemy żyć z “zapachem”, a z charakterem :) Smuga-super określenie :))
No już dawno czytałam że w fazie owulacyjnej szukamy kolokwialnie mówiąc “silnych ogierów, obrońców, myśliwych” a w poowulacyjnej opiekunów, miłych panów po prostu. Co ciekawe czytałam artykuł o jednej z możliwych przyczyn dlaczego faceci są lubiani tacy zniewieściali, mili teraz - bo spora część populacji kobiet bierze antyki, a to jak wiadomo - symulacja fazy poowulacyjnej, więc automatycznie bardziej podobają się Ci mili;) Dodam że artykuł nie był zbyt naukowy, ale utkwiło mi to w pamięci jako całkiem zabawna, i wcale nie tak niemożliwa koncepcja:) Ja zdając sobie sprawę z takich wyborów staram się obserwować jak reaguję na tego samego mężczyznę w obu fazach, bo “jurny ogier” fajna rzecz jednocześnie jak opiekuńcze cechy przyjaciela ma to jednak dobra opcja. Sama opcja “ten niegrzeczny chłopiec, buntownik” to po pewnej ilości doświadczeń uznaję iż jest jest to dla mnie za mało:)
Żałuję, że nikt nie wspomniał mi o samoobserwacji teoretycznej za czasów panieńskich. O zaburzaniu doboru naturalnego przez anty hormonalną pisze lek. Susan Rako w “No more periods?” Wpływ płodności na zarobki tancerek egzotycznych: http://www.unm.edu/~gfmiller/cycle_effects_on_tips.pdf
coś w tych zapachach jest, bo mój luby jakoś tak podświadomie mi żyć nie dawał akurat w tym najlepszym płodnym czasie.. efekty widać teraz, feromonki zrobiły swoje :o))
No to ja nie wiem jak się dobraliśmy, bo swojego ema poznałam i zakochaliśmy sie w sobie w czasie kiedy okresu nie miałam już ze dwa lata, czyli moja płodnośc i wszystko z nią związane była głęboko uśpiona. To musiała byc miłosc:)) A tak już na poważnie, to żałuję że wcześniej nie miałam do czynienia z obserwacjami. Spodobało mi się to.
Jestem z tych samoobserwujących się “bez powodu”; wróciłam na 28dni prawie rok po rozwodzie. Daje mi to poczucie kontroli nad sobą - wiem, że wszystko gra. I jestem przygotowana na “w razie gdyby” ;))
Po trzecie podoba mi się nabardziej, bo może coś w tym jest. :) Ja wybrałam tego niegrzecznego buntownika-ogiera jak piszą dziewczyny. Działał na mnie i ciągle działa. Zaręczyliśmy się po 6 dniach bycia razem i do tej pory jesteśmy szczęśliwi. Czuliśmy, że jesteśmy sobie przeznaczeni i ciągle się to nie zmieniło. Muszę przyznać, że meżulo dba o mnie i o moją przyjemność też. Chyba go wywąchałam w fazie owulacji. (zaczęliśmy trenować w jednej parze, to węszyć można było) :)
Ja tak jak Ala - jestem ciekawa, “co pokażą linie”. Owulacja na pewno ma wpływ, czy mam ochotę odbierać sygnały zainteresowania, czy nie. Bo po owulacji lub w czasie miesiączki to one potrafią mnie po prostu śmieszyć i denerwować. Potem jestem bardziej, ha, ha! tolerancyjna.