© 28dni.pl
» Przeglądaj opcje 28dni
» Zobacz, jak działa wykres


Szukaj męża w owulację Top

Dodany przez Cynosia Tue, 27 Jul 2010 11:18:47 GMT

O plusach obserwacji swojego organizmu pisałam już dużo – nigdy jednak w kontekście bycia całkiem modną teraz singielką (a coś tam od pewnego czasu o tym wiem… ;) O ile udało mi się przekonać do stosowania metod objawowo-termicznych kilka par, to nie mam na swoim koncie jeszcze żadnej kobiety, która chciałaby się obserwować ot tak, dla siebie samej. Na 28dni też nie jest nas za dużo. Jakoś zawsze brakuje motywacji, dziewczyny się dziwią, że mi się chce „to wszystko robić bez celu”. Okazuje się jednak, że lista celów poznawania swojej płodności bez mężczyzny jest bardzo długa, a oto kilka z nich.

Po pierwsze, warto zacząć się obserwować jeszcze zanim rozpoczniemy współżycie, bo im więcej mamy doświadczenia, tym lepiej znamy swój organizm i bardziej ufamy swoim obserwacjom. Szczególnie w wyznaczaniu fazy niepłodności przedowulacyjnej, bo z poowulacyjną problemów większych nie ma. Dużo łatwiej się uczyć i popełniać ewentualne błędy w interpretacji bez ryzyka konsekwencji, jaką może dać współżycie. Ponadto świadomość, w jakiej fazie się znajdujemy oraz jej wpływu na nasze samopoczucie fizyczne i psychiczne pozwala lepiej funkcjonować. Ja na czas okołoowulacyjny zawsze planuję sprawy wymagające ode mnie więcej odwagi i działania, a tuż przed okresem staram się nie narażać na sytuacje stresowe i konfliktowe, bo wtedy sobie z nimi po prostu gorzej radzę.

Po drugie, dzięki prowadzeniu kart cykli, można zdiagnozować ewentualne nieprawidłowości i je zawczasu wyleczyć. Ja od dłuższego czasu mam 10 dniową fazę lutealną, co mnie lekko niepokoi, więc zaczynam robić różne rzeczy, by ją wydłużyć (na razie tylko wykresowe wizualizacje i pozytywne nastawienie :D ale jak coś mądrego wymyślę, to na pewno się z Wami podzielę). Martwię się tym nie tylko dlatego, że może świadczyć o niskim progesteronie, ale jeżeli można mieć 14 dni pewnej niepłodności, to warto do tego dążyć – to w końcu aż 4 dni więcej na niczym nieograniczone współżycie! ;)

Po trzecie – z przymrużeniem oka – nie od dziś wiadomo, że w okresie okołoowulacyjnym jesteśmy bardziej wyczulone na mężczyzn, z którymi możemy spłodzić dzieci o wysokiej odporności i jak najlepszej kombinacji genetycznej. Mając tego świadomość, samotne dziewczyny mogą bardziej precyzyjnie wybierać swojego partnera życiowego – wystarczy podczas owulacji powąchać kilku mężczyzn, którzy nam się podobają ;) bardziej przyciągać nas będą ci, którzy mają układy odpornościowe jak najbardziej różne od naszych. Plusem będzie nie tylko zdrowe dziecko, ale też lepsze orgazmy – statystyki mówią, że tacy mężczyźni bardziej dbają o naszą przyjemność – instynktownie wiedzą, że orgazm sprzyja zapłodnieniu, więc będą chcieli swoje szanse zwiększyć. Jak widzicie gra jest warta świeczki.

Macie coś do dodania? Co jeszcze dawała, bądź daje Wam obserwacja w czasie, gdy nie macie partnera? Czekam na komentarze,

Cynosia, ekspert 28dni.pl

Tagi , , ,  | 16 komentarzy

Płodność kobiety - dar czy przekleństwo? Top

Dodany przez Cynosia Mon, 19 Jul 2010 16:48:46 GMT

Jak traktowana jest płodność w naszych czasach? Z jednej strony cenimy dar macierzyństwa, z drugiej bywa, że panicznie się jej boimy i unikamy. Obserwujemy i wyłączamy swoją płodność, żeby nie ciążyła już nad nami wizja rodzenia kilkunastu dzieci, umierania przy porodzie itd. Musimy pamiętać, że skuteczne sposoby na zaplanowanie liczby dzieci istnieją dopiero od 50 lat. Zarówno metody objawowo-termiczne jak i hormonalne, które mają najwyższą (poza sterylizacją) skuteczność, powstały w tym samym czasie, czyli tuż po odkryciu dokładnego funkcjonowania cyklu miesiączkowego kobiety. Wcześniej jedyną metodą na ograniczenie liczby dzieci była aborcja – na różne sposoby wykonywana.

Jako że zgłębiam historię kontroli płodności w Polsce pisząc pracę magisterską, której temat brzmi jak tytuł tego wpisu, wklejam Wam cytat Tadeusza Żeleńskiego, który w latach 20-tych i 30-tych poprzedniego wieku walczył o uwolnienie kobiet z piekła ciągłego rodzenia. Tak pisze w jednym ze swoich felietonów: Tylko ten kto miał sposobność czytać poufne listy kobiet może mieć pojęcie, czym jest dla kobiety nieustający lęk przed ciążą. Powyżej pewnej ilości dzieci mało która kobieta godzi się z faktem ciąży; wie, że musi ją przerwać. (…) Widmo kolejnej ciąży jest czymś tak gnębiącym, że niszczy wszelką radość życia, paraliżuje stosunki małżeńskie, miłość czyni klęską. (…) Kiełkujące życie, które powinno być radością, staje się złośliwym nowotworem, który się jak nowotwór operuje. Podaje również przykład kobiety trzydziestoletniej – ośmioro dzieci, trzy poronienia, o szóstej rano wydoiła sześć krów, o dziesiątej urodziła dziecko. Drży na myśl, że mogłaby jeszcze jedno urodzić.

Niewątpliwie mamy szczęście żyć w czasach, w których nasze biologiczne przeznaczenie nami nie rządzi, możemy same decydować o tym ile i kiedy chcemy mieć dzieci. Możemy nie chcieć ich w ogóle i rozwijać się wyłącznie w innych obszarach życia, możemy próbować łączyć wychowanie dzieci z karierą, wreszcie możemy być „tylko” matkami i wszystkie możemy być tak samo szczęśliwe. Równie niesprawiedliwe są te z Was, które twierdzą, że spełnić się można wyłącznie przez macierzyństwo, jak i te, które zarzucają lenistwo bądź brak pasji kobietom rezygnującym z pracy na rzecz rodziny. Ważne, byśmy wszystkie podejmowały decyzje świadomie.

Posłużę się ponownie cytatem z wspomnianego już Żeleńskiego, który w innym felietonie pisze o przyszłości kontroli płodności: Świadome macierzyństwo jest kamieniem węgielnym równouprawnienia nowoczesnej kobiety, pracującej, stanowiącej o sobie. Otwiera kobiecie najszersze horyzonty. Trudno sobie wyobrazić Curie-Skłodowską odkrywająca rad przy dziesięciorgu dzieci. Ale to samo odnosi się do wszystkich kobiet. Opanowanie ciąży zmienia wzajemny stosunek płci; daje mu więcej godności, więcej swobody, usuwa wiele tragedii i komplikacji życiowych.

Nie da się ukryć, że to możliwość kontroli płodności pozwala nam z pełną świadomością spojrzeć na nią jako dar. Pamiętam jak moja babcia opowiadała mi, z jakim strachem czekała zawsze na miesiączkę. Ja dziś wiem, kiedy się jej spodziewać i niczym się nie muszę stresować. A ponieważ chcę z daru płodności kiedyś skorzystać, to o nią dbam i ją szanuję, żyjąc z nią w zgodzie, co wytrwale polecam innym :)

Cynosia, ekspert 28dni.pl

Tagi , , ,  | 18 komentarzy

Odkładanie...na wieczne później? Top

Dodany przez Cynosia Mon, 12 Jul 2010 14:12:08 GMT

Kiedy jest dobry moment na zaplanowanie dziecka? Biologicznie między 20 a 30 rokiem życia. Tylko biologia swoje, a życie swoje. Jako kobieta jeszcze bezdzietna nie zamierzam tu odpowiadać na to pytanie czy się mądrzyć, tylko zastanowić nad tym i dowiedzieć co Wy o tym myślicie, jako że ostatnio mamy wyraźnie widoczną tendencję do odsuwania myśli o rodzicielstwie i minimalny przyrost naturalny.

Nie wiem, czy wy też odnosicie takie wrażenie, że naszym priorytetem w XXI wieku powinna być samorealizacja, rozwój, kariera – tak mówią media, taka postawa jest pożądana i promowana. Niezależność to podstawa. Ani słowa o poświęceniu dla drugiej osoby, a już na pewno nie dla dziecka – poświęcenie, które w gruncie rzeczy jest bardzo pozytywną sprawą, bo uczy dzielenia się sobą z innymi, nabrało ostatnio bardzo złego znaczenia. Dlatego zanim para zdecyduje się na dziecko oboje muszą się wyszaleć, zwiedzić pół świata, mieć dobrą pracę, duże mieszkanie, samochód, a najlepiej dwa, no i w ogóle – „godne warunki” do życia. Wpisałam w cudzysłowie, bo dla każdego pewnie te godne warunki znaczą co innego. A dziecku przecież potrzebny jest dach nad głową i dużo miłości, a nie wózek za parę tysięcy. Nie chcę powiedzieć, że dziecko nie jest kosztowną sprawą, ale znam dużo par, które stosunkowo małym kosztem wychowują po kilkoro dzieci i niczego im nie brakuje, a ich rodziny są bardzo szczęśliwe.

Nie wiem czy to źle, że tak się dzieje, w końcu każdy ma prawo do decydowania, co jest w jego życiu najważniejsze i kiedy jest dobry moment na zakładanie i powiększanie rodziny. Zastanawiam się tylko czy u kobiet rzeczywiście jest to taka bardzo świadoma decyzja, czy może raczej presja społeczna, chęć dorównania mężczyznom itp. Mam na myśli tą presję społeczną, która mówi: „musisz mieć jak najwięcej, być jak najlepsza”, a nie tą rodzinną „kiedy dziecko?”, bo ta druga powoli zaczyna znikać. Nie wypada już o to pytać. Każdy może sobie zaplanować rodzinę, kiedy chce i jak chce…

Aktualne problemy zachodniego świata z płodnością pokazują, że nie do końca tak jest. Że dziki pęd i życie w stresie nie sprzyjają realizacji planów prokreacyjnych, ani tym bardziej wychowaniu dzieci. Jak pisze Eva Herman w książce Świat według Ewy – życie na nowych zasadach (zainteresowanym tym tematem naprawdę polecam): szpagat pomiędzy prywatnym życiem a karierą jest ekstremalnym sportem, który nas rozdziera zamiast uskrzydlać. Wiele z Was na pewno wie z doświadczenia, jak bardzo trudno jest połączyć wychowanie dziecka z pracą bez wyrzutów sumienia i bez uszczerbku na jednym, bądź drugim. Mamy w naszych czasach dużo możliwości – np. praca z domu albo mała własna firma, ale ilu z nas to dotyczy? Ten problem też na pewno przyczynia się do odkładania dziecka na później, nasze państwo nie wydaje się za bardzo nas wspierać w tych kwestiach, musimy sobie radzić same. No i jak sobie radzicie? Czekam na komentarze.

Cynosia, ekspert 28dni.pl

Tagi , , ,  | 81 komentarzy | brak trackbacków

Kalendarzyk małżeński Top

Dodany przez Cynosia Mon, 05 Jul 2010 18:49:33 GMT

W poprzednim wpisie celowo wyróżniłam kalendarzyk wśród Metod Rozpoznawania Płodności, żeby była jasność, że to zupełnie co innego niż, metoda objawowo-termiczna, którą tu promujemy. Myślę, że kalendarzyk został zaliczony do MRP, z tego względu, że opiera się na wiedzy na temat cyklu miesiączkowego, wciąż aktualnej, tylko niepełnej, bo nie bierze się tu pod uwagę długości życia plemników. Kalendarzyk był podstawą do powstania kolejnych, bardziej zaawansowanych i skutecznych metod wykorzystujących wiedzę o fizjologii. Poniżej trochę historii.

W latach 20-tych ubiegłego wieku dwóch ginekologów z różnych stron świata – Austriak, Knaus i Japończyk, Ogino, doszli niezależnie do tego samego wniosku. Odkryli, że owulacja odbywa się zawsze na 12-16 dni przed kolejną miesiączką. Na podstawie ich osiągnięć holenderski z kolei neurolog Smulders opracował w 1930r. metodę okresowej wstrzemięźliwości opartą na obliczeniach. Nazywa się ją także metodą rytmu, a jej założenia są następujące:

  • Kobieta musi znać długość najkrótszego i najdłuższego ze swoich ostatnich 12 cykli.
  • Odejmując od najkrótszego z nich 17 otrzymuje się ostatni dzień niepłodności przedowulacyjnej.
  • Odejmując od najdłuższego z nich 12 otrzymuje się pierwszy dzień niepłodności poowulacyjnej.

Weźmy mnie na przykład. Mój najkrótszy cykl trwał 27 dni. Najdłuższy 36. Czyli wg metody kalendarzowej od 10 do 24 dnia cyklu jestem potencjalnie płodna. I tyle. Żadne obliczenia typu: podziel cykl na pół, od tego odejmij 3 i dodaj 3 – słyszałam już tyle różnych wersji, jak się wylicza dni płodne, że można by o tym książkę napisać.

Mimo że metoda ta w naszych czasach jest oficjalnie zatwierdzona jako bardzo nieskuteczna, wiele par wciąż stosuje liczne jej modyfikacje. W ogólnej świadomości plącze się najczęściej informacja, że najbezpieczniejsze dni są „kilka dni przed i kilka dni po miesiączce”. Metody objawowo-termiczne są ciągle mylone z kalendarzykiem, a media niestety nie pomagają w uporaniu się z tym problemem. Ilekroć pojawia się artykuł o antykoncepcji, to w tabelkach skuteczności zawsze widnieje kalendarzyk, metody objawowo-termicznej nie widziałam jeszcze nigdy. Czekam na ten historyczny moment, w którym pojawi się jej rzeczywista skuteczność czyli 99,8% (przy idealnym stosowaniu, oczywiście).

Myślę sobie już na koniec, że metoda okresowej wstrzemięźliwości była swego rodzaju rewolucją i pomogła wielu parom, jeśli nie zaplanować liczbę dzieci to chociaż ją ograniczyć. Wiadomo że nie jest to metoda na miarę XXI wieku, ale na początku XX w jakimś stopniu na pewno się sprawdziła. Odkrycia jego twórców są nieocenione i pozwoliły na dalszy rozwój badań nad płodnością, który na całe szczęście trwa do dziś, a jego owoce dają możliwość życia w zgodzie z naturalnym rytmem płodności i świadomego decydowania o swoich losach prokreacyjnych. Jak dobrze być wśród tych, którzy o tym wiedzą :)

Pozdrawiam,

Cynosia, ekspert 28dni.pl

21 komentarzy