© 28dni.pl
» Przeglądaj opcje 28dni
» Zobacz, jak działa wykres


Ginekolodzy o naszych metodach Top

Dodany przez Cynosia Thu, 27 May 2010 13:46:12 GMT

Któraś z Was pod poprzednim wpisem wyraziła swoje zdziwienie, że lekarze są niechętni stosowaniu metod objawowo-termicznych w celu odkładania poczęcia. Mnie też to od zawsze dziwi. Nie sprawdziłam oczywiście wszystkich ginekologów, ale mam pewne podstawy, by twierdzić, że znaczna ich część charakteryzuje się naprawdę niskim poziomem wiedzy na temat MRP. Często wykres temperatury jest dla nich zagadką i nie wiedzą, jak go interpretować. A szkoda, bo przecież daje on dużo przydatnych informacji o pacjentce. Sama kiedyś usłyszałam od pewnej lekarki, że coś jest ze mną nie tak, bo mam skok 18 dnia cyklu a nie 14 (przy 32 dniowym cyklu…). Brak wiadomości jest pierwszym powodem, dla którego lekarze nie traktują metody objawowo-termicznej jako skutecznej metody planowania rodziny, nie proponują ich jako alternatywy dla środków antykoncepcyjnych. Mało tego, często wyśmiewają i obrażają osoby stosujące te metody. W kolorowych gazetach dla kobiet, ilekroć pojawia się artykuł o antykoncepcji, eksperci-ginekolodzy odradzają zawierzanie termometrowi i śluzowi. Przestrzegają wręcz przed jego legendarną zawodnością. Ostatnio w TVN Style widziałam jakiś program o antykoncepcji – jak omawiali MRP to było zdjęcie kobiety mierzącej temperaturę pod pachą…

Drugi powód, dla którego lekarze nie proponują metody objawowo-termicznej to pewnie brak wiary w kobiety, że będą potrafiły sobie precyzyjnie dni płodne wyznaczyć, a lekarzowi przecież zależy na skuteczności. Nawet jeśli wierzą w wysoką skuteczność MRP to nie wierzą, że kobiety będą idealnie stosować. Nie ma co ukrywać, że ryzyko błędu praktycznego jest wyższe przy obserwacji, niż przy przyjmowaniu tabletek, ale jest to swego rodzaju obrażanie pacjentek i zakładanie, że nie dadzą sobie rady z odczytywaniem sygnałów organizmu. Wydaje mi się, że zmienia się trochę sytuacja w przypadku leczenia niepłodności. Coraz więcej lekarzy zaleca pomiary temperatury i obserwację śluzu w momencie, w którym okazuje się, że jest problem. I całe szczęście.

Jest oczywiście druga strona medalu - ginekolodzy przeciwni wszelkiej antykoncepcji, odmawiający wypisywania recept, na co pozwala im klauzula sumienia pod warunkiem, że wskażą lekarza, u którego ową receptę można otrzymać. Ci także czasem obrażają pacjentki, które są zainteresowane hormonalną antykoncepcją. Wszelkie skrajności są kontrowersyjne i trudno mówić o czyjejkolwiek neutralności ideologicznej - każdy lekarz ma swoje poglądy i moim zdaniem powinien zachować je dla siebie, a pacjentce okazać szacunek, przekazać rzetelne informacje, po czym wybór pozostawić jej. Jedyne, co kobietom na razie pozostaje, to odszukać lekarza z poglądami podobnymi do ich, ale nie wszystkie mają taką możliwość.

Zastanawiam się tylko nad jedną rzeczą. Czy przepisywanie tabletek antykoncepcyjnych wyłącznie w celach antykoncepcyjnych, a nie leczniczych (przy czym nie uważam gładkiej cery i regulowania cykli za lecznicze cele) nie jest działaniem przeciwko zdrowiu kobiety? Lekarz z założenia powinien działać dla dobra pacjenta. Czy wyłączanie zdrowej funkcji, jaką jest płodność można uznać za działanie dla dobra? Argumenty na tak o zmniejszaniu ryzyka niektórych rodzajów raka przez tabletki jakoś do mnie nie trafiają. A co Wy o tym sądzicie? No i jacy są Wasi lekarze? Znają się na wykresach? Czekam na komentarze,

Cynosia, ekspert 28dni.pl

53 komentarzy

Kobiety i seks Top

Dodany przez Cynosia Thu, 20 May 2010 15:41:57 GMT

Okazuje się, że pisanie o libido i seksie znacznie podnosi liczbę komentarzy, więc pozostaniemy na chwilę przy tej tematyce ;) a ponieważ blog jest o kobiecej naturze to właśnie kobiecą seksualność chciałabym dziś poruszyć.

Stajemy się coraz bardziej świadome swoich potrzeb, bierzemy aktywny udział w życiu seksualnym i jak się ostatnio okazuje zaczynamy mieć wyższe libido od mężczyzn. Czemu to zawdzięczamy? Przede wszystkim jest to naturalne następstwo emancypacji kobiet oraz rewolucji seksualnej. Ale według niektórych wiąże się też nierozerwalnie z odkryciem pigułki antykoncepcyjnej, która w tym roku obchodzi 50 rocznicę swojego powstania. Pigułka została okrzyknięta jednym z największych wynalazków XX wieku, z tego powodu właśnie, że pozwoliła kobietom oderwać seks od prokreacji oraz skupić się na ich własnych potrzebach seksualnych. Ciekawa jestem, czy się z tym zgadzacie. Ciekawa jestem też, co by było, gdyby te pół wieku temu inaczej wykorzystano zdobytą wiedzę o fizjologii kobiety. Gdyby nie postanowiono farmakologicznie zatrzymać dopiero co odkrytej przez naukowców owulacji, a raczej zachęcić kobiety do życia w zgodzie z naturalnym rytmem płodności, czy byłybyśmy tak samo wyzwolone seksualnie? Trudno stwierdzić. Ja w każdym razie uważam, że już czas, by pigułce podziękować za wszystko, co dla nas zrobiła i jednak wrócić do natury ;)

Niewątpliwie czerpanie pełnej przyjemności z seksu staje się możliwe w momencie, w którym nie boimy się o naturalną konsekwencję współżycia, jaką jest ciąża (w czasie, kiedy tej ciąży nie planujemy oczywiście). Jesteśmy już uwolnione od bycia maszyną do robienia dzieci, ale jest jeszcze masa innych czynników, które czyhają na naszą satysfakcję z seksu. Między innymi poziom akceptacji własnego ciała. Współczesne kobiety są z każdej strony bombardowane pięknymi, prawie nagimi modelkami, które istnieją tylko w Photoshopie. Każda z nas ma tu za dużo, tam za mało, tu chce mieć piękne włosy, tam nie chce mieć ich w ogóle. Nie lubimy swoich ciał, wstydzimy się ich. Spędzamy godziny na rzekomym dbaniu o siebie, czyli wklepywaniu kremów innych do każdej części ciała, a potem i tak nie chcemy zapalić światła w sypialni. Dużą rolę na pewno odgrywa tu mężczyzna – jeśli wiemy i słyszymy, że jemu się podobamy, jest łatwiej uwierzyć w swoją atrakcyjność. Jednak nawet tysiąc komplementów dziennie nie wystarczy, jeśli kobieta sama nie poczuje się dobrze we własnej skórze. Przemysł kosmetykowy i kult pięknego, szczupłego, gładkiego ciała jest niestety naszym wrogiem w tej kwestii, ale nie musimy się temu poddawać. Przed naszymi mężczyznami i tak jesteśmy najpiękniejsze i większość z nich nie wie co to cellulit. Nie pozwólcie skórce pomarańczowej zniszczyć Waszego życia seksualnego! :D tym optymistycznym akcentem zakończę i jak zwykle czekam na Wasze komentarze,

Cynosia, ekspert 28dni.pl

33 komentarzy

Czy libido zależy od faz cyklu? Top

Dodany przez Cynosia Wed, 12 May 2010 18:38:03 GMT

Nawiązując jeszcze do mojego pytania z poprzedniego wpisu o to, w jaki sposób informujecie swoich mężczyzn o początku trzeciej fazy, chciałam przytoczyć słowa jednego z moich narzeczonych (przychodzących do mnie w poradni ma się rozumieć ;) ów narzeczony nie był szczególnie zainteresowany, mimo że jego narzeczona od progu powiedziała mi, że ona jest praktykującą katoliczką i zamierza to stosować i mam ją dobrze nauczyć. On ożywił się trochę jak pokazywałam im 28dni i w pewnym momencie mówi: „Weźcie na tym portalu zróbcie opcję sms-a do męża w dniu, w którym zaczyna się niepłodność. Na pewno będę wtedy wcześniej wracał z pracy” ;) może i to dobry pomysł ;)

Przechodząc do dzisiejszego tematu – bardzo często słyszę pytanie, czy odmawianie sobie współżycia w fazie, w której mam największą ochotę na seks, nie jest ograniczaniem mojej wolności. I odpowiadam zgodnie z prawdą że nie – z dwóch powodów. Po pierwsze, jeżeli sama coś wybieram, to przecież nie jest to ograniczenie ani nakaz ale wolna, niezależna decyzja. Po drugie, moje libido zdaje się w ogóle nie zależeć od fazy cyklu. Być może należę do wyjątków, a może zdążyłam już się przestawić albo mam po prostu nieuciążliwą trzecią fazę i nie odczuwam różnicy. Mi się jednak wydaje, że, owszem, jesteśmy tak stworzone, żeby w czasie okołoowulacyjnym bardziej przyciągać mężczyzn, ale czy nam się wtedy znacznie podnosi libido? Czy Wam się jakoś podnosi? Czy to mit rozbuchany tak samo mocno jak to, że przyjmując tabletki antykoncepcyjne libido w ogóle nie ma?

Czy nie jest tak, że nasze libido zależy bardziej od ogólnego samopoczucia, zdrowia i relacji z mężczyzną? Chyba nie bez powodu we wszystkich poradnikach typu „Mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus” pisze się o tym, że dla kobiety gra wstępna trwa 24 godziny i każdy męski ruch w tym czasie ma znaczenie ;) być może to zbyt stereotypowe podejście, ale niewątpliwie coś z prawdy w sobie ma. Moim zdaniem zdrowy człowiek – fizycznie i psychicznie – ma libido na w miarę wysokim, stałym i niezmiennym poziomie. W gruncie rzeczy już nic nie może być wymówką – wiadomo, że seks jest dobry na zmęczenie, na ból głowy i milion innych rzeczy. Skąd więc się biorą wymówki? Skąd się bierze niskie libido? Ostatnio pojawia się coraz więcej artykułów o tym, że zaczyna się zmieniać różnica międzypłciowa w zapotrzebowaniu na seks. Mężczyznom chce się coraz mniej, kobietom coraz bardziej. To już rewolucja, a widzę jej potwierdzenie w rzeczywistości.

Jak się w tym wszystkim odnaleźć i zgrać? Po czym poznać, że partner będzie miał takie samo libido? Czy można to sprawdzić tylko przez praktykę? A jeśli się czeka do ślubu, to co? Na chybił trafił? ;) Co o tym sądzicie? Czekam na komentarze,

Cynosia, ekspert 28dni.pl

72 komentarzy

Magiczna trzecia faza Top

Dodany przez Cynosia Thu, 06 May 2010 13:12:55 GMT

W nawiązaniu do poruszonych już tematów czekania na fazę niepłodności poowulacyjnej i odkładania z MRP, chciałabym dziś wyjaśnić parę spraw z nią związanych. Trzecia faza cyklu ma różne nazwy:

1) Faza lutealna. Nazwa ta pochodzi od łacińskiej nazwy ciałka żółtego czyli corpus luteum. Ciałko żółte powstaje po owulacji z pękniętego pęcherzyka jajowego. To właśnie ono wytwarza hormon progesteron, który z kolei podnosi podstawową temperaturę ciała. Często macie problem z wyznaczeniem początku fazy lutealnej. Liczenie jej długości zostało wprowadzone w metodzie angielskiej i zaczynamy zawsze od pierwszego dnia wyższych temperatur niezależnie od tego, kiedy nastąpił szczyt śluzu czy szyjki. Ciałko żółte ma swoją stałą długość życia, dlatego u każdej kobiety faza ta ma zwykle tą samą długość. Faza lutealna krótsza niż 10 dni świadczy o niedomodze ciałka żółtego. Faza lutealna dłuższa niż 16 dni najczęściej świadczy o ciąży.

2) Faza wyższych temperatur – jak wynika z punktu pierwszego, w trzeciej fazie mamy podwyższoną temperaturę. Tą nazwę możemy spotkać też w metodzie Rotzera, gdzie mamy pojęcie przedwczesnego skoku temperatury, czyli skoku przed szczytem śluzu. W tej metodzie liczymy tylko długość fazy wyższych temperatur po szczycie śluzu. Często dostaję pytania o wysokość temperatury, jaka powinna być w tej fazie. Jest to bardzo indywidualna sprawa – u każdej kobiety ustalają się poziomy niższych i wyższych temperatur na konkretnych poziomach i bezcelowe jest porównywanie się do innych. Istotne jest także, że progesteron raczej nie podnosi temperatury wyżej niż 37,2.

3) Faza niepłodności poowulacyjnej – bezwzględnej nie tylko ze względu na niezmienną długość, ale także dlatego, że w dobrze wyznaczonej trzeciej fazie nie przydarzyła się żadna nieplanowana ciąża (a przynajmniej nie doniesiono o takowej do twórców metod).

To właśnie na tą fazę najbardziej czekają pary odkładające z MRP. Ostatnio pisałam o tym, że oczekiwanie na nią jest świetnym afrodyzjakiem, ale każdy medal ma dwie strony – kiedy to oczekiwanie się przedłuża tygodniami to zaczyna wyłącznie frustrować, a nie podnosić napięcie. Okresy wstrzemięźliwości są cenne, pod warunkiem, że nie są długie, z tym się chyba każdy zgodzi, więc rozumiem niechęć do MRP przy nieregularnych cyklach i krótkiej fazie lutealnej. Ale jak zawsze przypominam, że nieregularność zawsze ma swoją przyczynę i należy jej szukać wszędzie!

Parę słów jeszcze odnośnie zarzutu, że jestem moherem ;) napisałam, że dzięki okresom wstrzemięźliwości później dochodzi do znudzenia seksem, ponieważ tak wynika z moich doświadczeń i rozmów z narzeczonymi i innymi – zarówno młodszymi, jak i starszymi ludźmi. Nie jest to jakiś tam powtarzany slogan nawiedzonej baby z misją. Oczywiście u par, które nie dbają o urozmaicenia w sferze seksualnej do znudzenia dojdzie tak czy inaczej. Nie twierdzę, że wstrzemięźliwość jest lekiem na całe zło. Jest po prostu cenna.

Na koniec chciałam jeszcze zapytać – w jaki sposób informujecie swoich mężczyzn o tym, że zaczyna się trzecia faza? Przyjaciółki często nam piszą „miłego wieczoru” w dniu, w którym zaczyna się trzecia faza, bo widzą to na wykresie. A jak dowiadują się panowie? Czekam na Wasze komentarze,

Cynosia, ekspert 28dni.pl

24 komentarzy