Ginekolodzy o naszych metodach Top
Dodany przez Cynosia
Któraś z Was pod poprzednim wpisem wyraziła swoje zdziwienie, że lekarze są niechętni stosowaniu metod objawowo-termicznych w celu odkładania poczęcia. Mnie też to od zawsze dziwi. Nie sprawdziłam oczywiście wszystkich ginekologów, ale mam pewne podstawy, by twierdzić, że znaczna ich część charakteryzuje się naprawdę niskim poziomem wiedzy na temat MRP. Często wykres temperatury jest dla nich zagadką i nie wiedzą, jak go interpretować. A szkoda, bo przecież daje on dużo przydatnych informacji o pacjentce. Sama kiedyś usłyszałam od pewnej lekarki, że coś jest ze mną nie tak, bo mam skok 18 dnia cyklu a nie 14 (przy 32 dniowym cyklu…). Brak wiadomości jest pierwszym powodem, dla którego lekarze nie traktują metody objawowo-termicznej jako skutecznej metody planowania rodziny, nie proponują ich jako alternatywy dla środków antykoncepcyjnych. Mało tego, często wyśmiewają i obrażają osoby stosujące te metody. W kolorowych gazetach dla kobiet, ilekroć pojawia się artykuł o antykoncepcji, eksperci-ginekolodzy odradzają zawierzanie termometrowi i śluzowi. Przestrzegają wręcz przed jego legendarną zawodnością. Ostatnio w TVN Style widziałam jakiś program o antykoncepcji – jak omawiali MRP to było zdjęcie kobiety mierzącej temperaturę pod pachą…
Drugi powód, dla którego lekarze nie proponują metody objawowo-termicznej to pewnie brak wiary w kobiety, że będą potrafiły sobie precyzyjnie dni płodne wyznaczyć, a lekarzowi przecież zależy na skuteczności. Nawet jeśli wierzą w wysoką skuteczność MRP to nie wierzą, że kobiety będą idealnie stosować. Nie ma co ukrywać, że ryzyko błędu praktycznego jest wyższe przy obserwacji, niż przy przyjmowaniu tabletek, ale jest to swego rodzaju obrażanie pacjentek i zakładanie, że nie dadzą sobie rady z odczytywaniem sygnałów organizmu. Wydaje mi się, że zmienia się trochę sytuacja w przypadku leczenia niepłodności. Coraz więcej lekarzy zaleca pomiary temperatury i obserwację śluzu w momencie, w którym okazuje się, że jest problem. I całe szczęście.
Jest oczywiście druga strona medalu - ginekolodzy przeciwni wszelkiej antykoncepcji, odmawiający wypisywania recept, na co pozwala im klauzula sumienia pod warunkiem, że wskażą lekarza, u którego ową receptę można otrzymać. Ci także czasem obrażają pacjentki, które są zainteresowane hormonalną antykoncepcją. Wszelkie skrajności są kontrowersyjne i trudno mówić o czyjejkolwiek neutralności ideologicznej - każdy lekarz ma swoje poglądy i moim zdaniem powinien zachować je dla siebie, a pacjentce okazać szacunek, przekazać rzetelne informacje, po czym wybór pozostawić jej. Jedyne, co kobietom na razie pozostaje, to odszukać lekarza z poglądami podobnymi do ich, ale nie wszystkie mają taką możliwość.
Zastanawiam się tylko nad jedną rzeczą. Czy przepisywanie tabletek antykoncepcyjnych wyłącznie w celach antykoncepcyjnych, a nie leczniczych (przy czym nie uważam gładkiej cery i regulowania cykli za lecznicze cele) nie jest działaniem przeciwko zdrowiu kobiety? Lekarz z założenia powinien działać dla dobra pacjenta. Czy wyłączanie zdrowej funkcji, jaką jest płodność można uznać za działanie dla dobra? Argumenty na tak o zmniejszaniu ryzyka niektórych rodzajów raka przez tabletki jakoś do mnie nie trafiają. A co Wy o tym sądzicie? No i jacy są Wasi lekarze? Znają się na wykresach? Czekam na komentarze,

