© 28dni.pl
» Przeglądaj opcje 28dni
» Zobacz, jak działa wykres


Unikania poczęcia ciąg dalszy Top

Dodany przez Cynosia Wed, 28 Apr 2010 12:45:21 GMT

Chciałabym wyjaśnić i kontynuować pewne kwestie zawarte przeze mnie w poprzednim wpisie i poruszone przez Was w komentarzach. Po pierwsze chciałam zaznaczyć, że poglądy i przemyślenia, jakie zawieram czasem na tym blogu są wyłącznie moje i nie zawsze poparte dogłębną analizą tematu, który poruszam (oczywiście zupełnie inaczej jest, gdy przekazuję jakąś wiedzę dotyczącą obserwacji). Dlatego nie podważam stanowiska kościoła, tylko piszę co mi się wydaje i pytam, jak Wam się podoba ;) i jak zawsze jednym podoba się mniej, innym bardziej.

Druga sprawa – w swojej wypowiedzi nie zrównałam wszystkich metod odkładania poczęcia pod względem ich wartości, a jedynie zaznaczyłam, że każda z nich – czy hormonalna, czy mechaniczna, czy naturalna – ma ten sam cel – odłożenie na później, bądź uniknięcie poczęcia w ogóle. Nie uważam, że każda wymieniona metoda jest dobra, ale trudno mi się przekonać, że unikanie poczęcia poprzez niewspółżycie nie jest unikaniem poczęcia. Tak często walczymy ze stereotypem nieskuteczności – przecież żadna z nas nie obserwowałaby się, jeśli dzięki temu nie mogłybyśmy odkładać/unikać poczęcia. Nie jest to jedyny cel, ale raczej główny.

A co do wartości różnych metod. Środki hormonalne dla mnie odpadają nie tylko dlatego, że jest to bezsensowne wyłączanie zdrowych funkcji organizmu, ale też dlatego, że mają działanie antyzagnieżdżeniowe. Prezerwatywy i środki chemiczne z mojego punktu widzenia mają zbyt niską skuteczność i stres, że nie podziałają, kompletnie psuje to, co właściwie chcemy dzięki nim osiągnąć, czyli przyjemność z seksu. Ponadto uważam, że jeżeli seks wolny od „niebezpieczeństwa” ciąży możemy mieć w każdej chwili, to dużo szybciej dochodzi do znudzenia się nim. Może i są takie osoby, które się nigdy nie nudzą, nawet jeśli zawsze mogą – podejrzewam, że są to wyjątki od reguły.

Czy Metody Rozpoznawania Płodności są lepsze? Moim zdaniem tak – dlatego je wybieram. Wymagają akceptacji swojej fizjologii, poszanowania swojego ciała. Jest to element dbania o własne zdrowie – nie tylko fizyczne, ale i psychiczne. Komfort współżycia w fazie poowulacyjnej jest nie do podrobienia jak dla mnie. Oczekiwanie na fazę niepłodną to jeden z lepszych afrodyzjaków. Nie jest to łatwe, ale z mojego doświadczenia wynika, że rzadko można osiągnąć cokolwiek dobrego bez wysiłku.

Nie napisałam też nigdzie, że człowiekiem rządzą instynkty, co również mi zarzucono. Oczywiście mamy rozum, więc możemy dokonać wolnego wyboru – nie współżyjemy w dni płodne mimo wielkiej ochoty na seks. Ale czy to znaczy, że nie musimy ze sobą walczyć? Ja póki co muszę w każdym razie ;)

Nie rozstrzyga to wszystko kwestii, czy niewspółżycie w fazie płodnej można nazwać swego rodzaju antykoncepcją. Pozostaje wciąż pytanie czy unikanie poczęcia to to samo co działanie przeciw poczęciu. W każdym razie wg mnie unikanie poczęcia to nic złego, każdy ma prawo zaplanować tyle dzieci ile chce albo nie chcieć ich w ogóle. I każdy wybiera swoją drogę. Ważne jest, by był to wybór świadomy, a żeby był świadomy, musimy mieć pewną i pełną wiedzę, z czego możemy wybierać. Czy zgodzicie się ze mną?

Pozdrawiam,

Cynosia, ekspert 28dni

18 komentarzy

Czy istnieje naturalna antykoncepcja? Top

Dodany przez Cynosia Wed, 21 Apr 2010 15:47:37 GMT

Często mówi się o metodach objawowo-termicznych, że to naturalna antykoncepcja. Jest to oczywiście skrót myślowy, który, jak mu się bliżej przyjrzeć, zupełnie nie ma sensu. Moim zdaniem podział na antykoncepcję sztuczną i naturalną nie istnieje. Czy działanie przeciw (anti) poczęciu (conceptio) można nazwać czymś naturalnym z punktu widzenia np. ewolucji? Jakby się poważnie zastanowić to nie ma żadnych naturalnych sposobów na unikanie poczęcia, z tego względu, że abstynencja seksualna nie jest naturalna dla człowieka jako gatunku. Czy to całkowity celibat czy czasowa wstrzemięźliwość, decyzja o powstrzymaniu się od współżycia wymaga od nas walki z własną naturą. Gdyby przyjąć takie założenia, każda próba kontroli urodzin jest sztuczna. Możemy więc mówić tylko o regulacji poczęć ingerującej oraz nie ingerującej w naturę współżycia i fizjologię człowieka.

Metody Rozpoznawania Płodności same w sobie są tylko i wyłącznie metodami diagnostycznymi, umożliwiającymi oznaczenie okresu płodnego kobiety. Sama ta metoda nie jest więc antykoncepcją. Ale czy wykorzystanie MRP do planowania rodziny i powstrzymywanie się od współżycia w okresie płodnym nie jest już działaniem przeciwko poczęciu? Na moją logikę jest. Jaka jest różnica między założeniem prezerwatywy a powstrzymaniem się przed współżyciem, jeżeli celem jest uniknięcie zapłodnienia? Przecież jedno i drugie to działanie przeciwko poczęciu. Oczywiście stosując prezerwatywę zaburzam naturalny przebieg współżycia kobiety i mężczyzny, stawiam między nimi nienaturalną barierę (choć jeden z moich drogich kolegów z 28dni powiedziałby, że prezerwatywa może być wykonana z tworzywa naturalnego!). Można się też kłócić, że niepodejmowanie współżycia nie jest działaniem, a wręcz przeciwnie jest powstrzymaniem się od działania, ale cel mamy ten sam – uniknąć poczęcia.

Organizacje promujące NPR walczą o to, by nie nazywać go antykoncepcją. Nie wiem, czy to walka słuszna. Porównujemy się przecież z innymi metodami kontroli urodzin wykorzystując kryteria idealnej antykoncepcji: skuteczność, odwracalność, łatwość w stosowaniu, koszt itd. Mówi się także o mentalności antykoncepcyjnej – postawie kompletnego zamknięcia na życie, traktowania ciąży jako zagrożenia, przed którym trzeba się zabezpieczać. Ale czy podejmowanie współżycia wyłącznie w momentach, w których jesteśmy pewni, że do poczęcia nie dojdzie nie podlega pod taką mentalność? Nie jest trudno przyjąć postawę otwarcia na życie jeśli mamy prawie 100% pewności, że tego życia nie będzie. Oczywiście stosując metody hormonalne sprawiamy, że nasz organizm fizycznie nie ma możliwości przyjęcia nowego życia – nawet jeśli dochodzi do owulacji, błona śluzowa się nie buduje, więc nie zagnieździ się zarodek. Prezerwatywa nie dopuści do tego, by plemnik dotarł do komórki jajowej – znów nie ma szans nie tylko na zagnieżdżenie, ale nawet zapłodnienie. Ale przecież nie współżyjąc w dni płodne również uniemożliwiamy i zapłodnienie, i zagnieżdżenie. Innym sposobem, ale wciąż cel jest ten sam. Chodzi mi już teraz tylko o mentalne podejście, a nie ingerencję w fizjologię czy naturę współżycia.

Co wy o tym myślicie? Czy nie podejmowanie współżycia w dni płodne jest działaniem przeciw poczęciu? Czekam na Wasze refleksje na ten temat.

Cynosia, ekspert 28dni

36 komentarzy

Czy trzeba być systematycznym, żeby stosować MRP/NPR? Top

Dodany przez Cynosia Wed, 14 Apr 2010 11:13:24 GMT

Kolejny częsty zarzut dla metody objawowo-termicznej – aby była skuteczna, trzeba prowadzić wyjątkowo regularny tryb życia i być systematycznym. Pytam zawsze wtedy: a czy trzeba być systematycznym, żeby myć zęby? Obserwacja bardzo szybko wchodzi w krew, podobnie jak wiele rutynowych czynności, które robimy dla higieny i zdrowia. Oczywiście nie trzeba myć zębów codziennie o tej samej porze, jak to jest z temperaturą, ale chodzi mi o to, że poświęcenie minuty na pomiar nie jest jakimś wielkim wyrzeczeniem, choć dla wielu to wciąż ograniczanie ich wolności.

Czy rzeczywiście trzeba mierzyć temperaturę codziennie? Wcale nie. Przede wszystkim nie trzeba i nawet nie ma sensu mierzyć podczas miesiączki – chyba że mamy bardzo krótkie 21-23 dniowe cykle, wtedy lepiej mierzyć od początku cyklu, żeby zdążyć „złapać” sześć niższych temperatur niezbędnych do wykonania prawidłowej interpretacji. Zaawansowane obserwatorki, które mają dłuższe cykle mogą zacząć mierzyć nawet później – jeżeli mają statystyki i wiedzą, że skok owulacyjny nie zdarzył się wcześniej niż 18 dnia cyklu to można spokojnie zacząć mierzyć od 10dc – jeżeli zależy nam na tym, żeby dni z pomiarem było jak najmniej. Z kolei w fazie wyższych temperatur, kiedy mamy już potwierdzoną owulację, czyli trzy lub cztery wyższe temperatury też nie ma wielkiej konieczności kontynuowania pomiarów do końca cyklu. Przy odkładaniu warto, ponieważ dzień przed miesiączką najczęściej temperatura spada i wiemy, kiedy jej się spodziewać. Przy staraniu o dziecko też warto, bo poziom temperatur może (ale nie musi) wskazywać na ciążę i pomóc w decyzji czy robić test czy nie. Ale konieczności nie ma.

A czy musi być zawsze o tej samej porze? Też nie. Przede wszystkim mamy widełki pół godziny w obie strony (wg metody Rotzera nawet 45 minut). Czyli jeśli stały pomiar ustalimy na 7.00 to pomiar między 6.30 a 7.30 jest wiarygodny. Po drugie, udowodniono, że między 4.00 a 11.00, temperatura co pół godziny wzrasta o 0,05 setnych. Znając tą zasadę w wyjątkowych sytuacjach, kiedy pomiaru dokonamy dużo wcześniej lub dużo później można temperaturę korygować. Oczywiście nie należy z tego korzystać zbyt często, ale jest taka możliwość. Warto też na sobie sprawdzić, czy to działa :) No i po trzecie – kobiety pracujące na zmiany, robiące pomiary o różnych godzinach każdego dnia też mają ładne dwufazowe wykresy. Organizm szybko adaptuje się do naszego trybu życia i niezależnie od tego, o której pójdziemy spać, wykorzysta ten czas, aby uspokoić organizm i doprowadzić go do temperatury spoczynkowej.

Dla niektórych kobiet też problemem jest pomiar w weekend, kiedy chcą sobie dłużej pospać. Ja nastawiam budzik, mierzę i idę spać dalej – przecież termometr zapamiętuje pomiar, ale często słyszę „ja już potem nie mogę usnąć”. Może to kwestia przyzwyczajenia? A może jednak MRP nie jest dla wszystkich :) Prawda jest taka, że im więcej mamy doświadczenia w obserwacji, tym łatwiej nam zdecydować, kiedy pomiar możemy sobie odpuścić. Dlatego warto zacząć jak najszybciej, do czego jak zawsze zachęcam.

Czy Wam jest trudno zmobilizować się do codziennych pomiarów? Może napotkałyście jeszcze inne problemy z tym związane? Czekam na Wasze komentarze.

Cynosia, ekspert 28dni

24 komentarzy

O krwawieniach śródcyklicznych Top

Dodany przez Cynosia Wed, 07 Apr 2010 17:43:59 GMT

W ramach rozwiewania mitów, chciałabym rozprawić się z następującym: czy można zajść w ciążę w trakcie miesiączki? To pytanie ciągle się powtarza. Oczywiście nie, bo w trakcie miesiączki nie dochodzi do owulacji. Można zajść w ciążę w wyniku współżycia podczas miesiączki, ale to tylko w bardzo krótkich cyklach, w których owulacja jest już 6-7 dnia cyklu – plemniki mogą i tyle przetrwać. Można też zajść w ciążę w wyniku współżycia w czasie krwawienia śródcyklicznego, które często jest krwawieniem okołoowulacyjnym albo owulacja następuje tuż po nim. Problem w tym, że bardzo często na oko te krwawienia niczym się od siebie nie różnią. I tu pojawia się kolejny plus metody objawowo-termicznej, a w szczególności termicznej. Dzięki pomiarom temperatury zawsze wiemy, czy dane krwawienie jest miesiączką czy nie, z tego powodu, że miesiączką nazywamy wyłącznie takie krwawienie, które jest poprzedzone minimum trzydniową fazą wyższych temperatur.

Aby dobrze zrozumieć, czym w ogóle jest miesiączka, należy przyjrzeć się cyklowi miesiączkowemu kobiety z punktu widzenia błony śluzowej macicy, zwanej endometrium.Endometrium przechodzi przez następujące fazy w cyklu miesiączkowym:

fazę złuszczania, czyli nic innego jak menstruację;

fazę wzrastania, czyli odnawianie się błony śluzowej po miesiączce. Faza ta trwa od 5 dnia cyklu do owulacji;

fazę wydzielania, która zaczyna się dopiero po owulacji i przygotowuje błonę śluzową macicy do przyjęcia zarodka.

Endometrium dopiero w ok. 12 dniu fazy wydzielania (poowulacyjnej) orientuje się, że zarodka nie ma (jeżeli nie ma) i zaczyna przygotowania do kolejnej fazy złuszczania, czyli miesiączki.

I tu dochodzimy do meritum. Miesiączką nazwiemy tylko takie krwawienie, które poprzedzone jest owulacją i fazą wydzielania w endometrium.

Wiemy już, że owulacja powinna wystąpić do 23 dnia cyklu. Jeżeli z powodu zaburzeń hormonalnych lub jakichś czynników zewnętrznych owulacja się przesuwa, faza wzrastania przedłuża się i dochodzi do przerostu endometrium. W pewnym momencie (zazwyczaj w okolicach dnia, w którym kobieta spodziewa się miesiączki) błona już nie wytrzymuje wzrastania i musi wydalić nadmiar komórek. Pojawia się więc krwawienie śródcykliczne odbierane jako miesiączka, bo wyglądem wcale się od niej nie różni. Czasem jest mniej obfite lub krótsze - w zależności od tego jak bardzo wydłużyła się faza wzrastania.

Wniosek z tego jest następujący: jeżeli chcemy mieć pewność, że dane krwawienie jest miesiączką, musimy mieć dowód odbytej owulacji. A trzecia wyższa temperatura jest w większości przypadków pośrednim potwierdzeniem owulacji.

Wbrew pozorom krwawienia śródcykliczne zdarzają się dość często. Macie czasem problem, czy zaczynać nowy cykl od tego krwawienia czy nie. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu, wiecie już dobrze, że nie :)

Pozdrawiam, Cynosia, ekspert 28dni

17 komentarzy