Odkładanie z MRP/NPR – za i przeciw, trudności, zalety – część pierwsza
Opublikowane przez Cynosia
Nawiązując do poprzedniego wpisu, wydaje mi się, że „wyrok” niepłodności może wpływać negatywnie nie tylko na poczucie męskości, ale także, a może i przede wszystkim, kobiecości. Zwykle to jednak kobiecie bardziej zależy na potomstwie i ona czuje się nie w pełni spełniona, dopóki nie zostanie matką. Ważne więc, żeby się w staraniach wzajemnie wspierać, nie obwiniać i (wiem, że to tylko łatwo mówić) nie pozwolić, żeby całe życie zaczęło się wokół tego tematu kręcić. Lepiej chyba skupić się na rozwoju osobistym, dbaniu o związek, sprawiać sobie samym i sobie nawzajem przyjemności, odrywać się jakoś od codzienności. Bo jedyne na co zawsze, w każdej sytuacji mamy wpływ, to własne nastawienie.
Zgodnie z zapowiedzią dziś rozpoczynam temat wykorzystania metody objawowo-termicznej do odkładania poczęcia. Jak już wspominałam, stosowanie jej podczas starań, nie jest jakąś wielką sztuką – bo współżyje się niezależnie od fazy cyklu. Precyzyjne wyznaczenie fazy płodnej oraz stosowanie się do zasad konkretnej metody dla starających nie jest niezbędne, ale dla odkładających to warunek skuteczności metody. A nieskuteczność to właśnie pierwszy zarzut stawiany MRP – mimo że Indeks Pearla dla metody objawowo-termicznej jest równie niski jak dla hormonalnych metod antykoncepcji. Jednak niedowiarkom nie wystarczają nawet wspominane już przeze mnie najnowsze badania skuteczności MRP. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że o tych badaniach nigdzie się nie mówi. Jeśli w kolorowych gazetach i portalach zamieszcza się dane o skuteczności różnych metod, to MRP jest wrzucone do jednego wora z kalendarzykiem, stosunkiem przerywanym czy innymi metodami „naturalnymi”. Nie dziwne, że potem słyszymy krzywdzące opinie.
Skoro już jesteśmy przy Indeksie Pearla, należałoby także wspomnieć o tym, że w przypadku metody objawowo-termicznej jest on inny w zależności od fazy niepłodności – względnej czy bezwzględnej. Faza przedowulacyjna jest zwykle bardziej problematyczna, szczególnie u kobiet z nieregularnymi cyklami (o tym więcej w następnym wpisie). Ale w dobrze wyznaczonej fazie poowulacyjnej nie było żadnej nieplanowanej ciąży w ciągu już ponad 50 lat badań nad MRP.
Jednak żeby móc zaufać, że dzięki pomiarom temperatury i obserwacji śluzu można dokładnie wyznaczyć dni płodne, trzeba tego po prostu spróbować. Dowiedzieć się dokładnie o co chodzi. Tylko niewiedza powoduje niepewność. Przekonało się o tym wiele dziewczyn, które dołączyły do portalu jako staraczki i tak się zaprzyjaźniły z termometrem, że zdecydowały się później także odkładać kolejne ciąże z jego pomocą. Niektóre z Was dopiero tu, na 28dni uświadomiły sobie, że życie w zgodzie z naturalnym rytmem płodności jest możliwe. Tutaj wyraźnie widać, że po kilku miesiącach każda zaangażowana samoobserwatorka nie ma problemu ze stwierdzeniem, w jakiej jest fazie cyklu, kiedy się zaczyna, a kiedy kończy jej okres płodności.
A jak to było z Wami? Czego było Wam trzeba, żeby przekonać się o skuteczności naszych metod? Jakie argumenty Was zachęcają, a jakie zniechęcają? Czekam na Wasze komentarze.


Ja nie znajduję żadnego argumentu przeciw :D
Ja tez jestem przekonana co do skutecznosci wyznaczenia nieplodnosci poowulacyjnej.
ja nie mogę się zbyt wiele wypowiadać bo jestem w tym zupełnie nowa.. wiem tylko tyle, że z kim nie rozmawiam na ten temat to od razu się śmieją, że to bajka i że każda zachodzi w ciążę jeśli stosuje NPR, sama jeszcze nie ufam tej metodzie bo zwyczajnie się boję nieplanowanej… czy to prawda, że stosując tylko i wyłącznie NPR nie zajdzie się w ciążę, przecież żadna kobieta nie jest idealnie zdrowa wyspana a każdy jej dzień nie wygląda tak samo jak powinien być do tej metody.. sama nie wiem, pozdrawiam! i proszę o wsparcie w nauce :)
nawiąże do pierwszej części wpisu: starania, dziecko a dla niektórych “wyrok” od początku do końca są dla mnie wspólne. Już przed podjęciem badań w celu ustalenia przyczyny braku ciąży było dla nas jasne ze niezależnie czyj organizm strzelił focha to jest nasza wspólna niepłodność/problem. Rozmawialiśmy o tym przed, w trakcie i po. Nigdy nie spojrzałam na niepłodność mojego męża w kategorii ja mogę a on nie. Dla mnie jest oczywiste że to MY nie możemy mieć potomstwa. Trudniejsze jest dla nas “przyznawanie się” do tego znajomym i rodzinie bo to dla nas przestał już być problem (wierzę że nigdy nie będzie), a musimy wysłuchiwać tych wszystkich żali i współczuć. Największy kłopot maja osoby które wstydzą się cieszyć przy nas ze swojego szczęścia jakim są dzieciaki, ale pomału pomalutku chyba dostrzegają że nie znajdą lepszego wujka i ciotki niż my :D
stosowalam obserwacje przy staraniach,po ciazy nie mialam w planach NPR a jednak. stwierdzilam ze pigulki ani spirala mi nie odpowiadaja a gumki przez caly cykl to po prostu koszmar i do tego strata kasy wiec zaczelam obserwacje. mija wlasnie 2lata odkad sie obserwuje i odkladam z npr. w okresie plodnym stosujemy prezerwatywy ale w okresie nieplodnosci wzglednej i bezwzglednej korzystamy z zycia i cieszymy sie soba. maz na poczatku mial pewne obawy i pierwsze kilka cykli czekal na @ jak na zbawienie i sie dopytywal czy juz okres dostalam. jeszcze w okresie staran ‘zalapal’ o co chodzi w obserwacjach wiec teraz przy odkladaniu wystarczy ze mi przez ramie zerknie. baaaa czasami sam mnie przystopuje pod koniec 1 fazy bo twierdzi ze “cos” sie zmienilo. ogolnie mam zaufanie do NPR i wiem ze w razie skuchy to bedzie blad uzytkownika i zawodnosc antykoncepcji barierowej a nie metody ( w naszym przypadku metoda angielska)
Swoją przygodę z mrp dopiero zaczynam ale uczono mnie, że to nie metoda jest zła tylko ludzie się mylą więc jeśli chcę odłożyć poczęcie to najpewniejsza jest faza poowulacyjna, pozdrawiam :)
Na początek małe sprostowanie: indeks Pearla dla antykoncepcji i NPR jest jednakowo NISKI, jest to bowiem wskaźnik zawodności, a nie skuteczności. :-)
Nigdy nie miałam problemu z uwierzeniem w skuteczność NPR. Być może dlatego, że w mojej rodzinie nie ma poparcia dla stosowania antykoncepcji. Moi rodzice zaplanowali mnie i siostrę z NPR. ;D
Niestety w necie jest mnóstwo bzdur na temat NMRP. Poznanie swojego organizmu zajmuje trochę czasu, ale nie jest tak kłopotliwe jak to sie przedstawia w tzw. “prasie kolorowej”. Przed wszystkim ekologiczne, tanie i wygodne. Niedogodnością dla niektórych par może być czas oczekiwania na koniec czasu płodnego, ale myślę, że dużo zależy od temperamentu i akceptacji dla metody. Nigdy nie wątpliłam w skuteczność NMRP zarówno jeśli chodzi o starania i odkładanie - to wszystko pokazuje jak pięknie jest nasz organizm skonstruowany i jak szybko można wychwycić ewentualne “usterki” :) Czas pokazał, żę NMPR jest skuteczne zarówno w czasie starań jak i odkładania poczęcia - a kto nie wierzy - cóż… jego strata :)
ok 7 lat stosowałam pigułki, które przyczyniły się do poronienia mojej pierwszej ciąży, wtedy powiedziałam: dość !! z MRP udało nam się zaplanować dziecko, obecnie prezerwatywa w okresie około owulacyjnym oraz brak antykoncepcji fazach niepłodności (względnej i bez) :) bardzo sobie chwalę takie rozwiązanie :)
Stosowanie metod NPR zaczęłam właśnie od odkładania poczęcia (właściwie, to nawet od samych obserwacji). Nigdy nie miałam problemu z akceptacją, czy zaufaniem do NPR. Nie brałam pod uwagę innych metod odkładania poczęcia. Po prostu taki styl życia :)) Jestem zadowolona także ze stosowania NPR po porodzie.
Nie mogę nic złego powiedzieć na MPR czy NPR. Są to wspaniałe metody nie tylko pod względem odkładania, czy starania, ale także dlatego, że wiemy co dzieje się z nami, z naszym ciałem. Możemy codziennie je poznawać bardziej, obserwować, porównywać pewne rzeczy, objawy. Wiemy kiedy będzie prawdopodobnie kolejny cykl, a kiedy mniej więcej owulacja. Nie zamieniłabym tej metody na żadne pigułki, bo to by zakłóciło mój organizm, nie miałabym kontroli nad nim. Jestem naturalna i czysta od tabletek antykoncepcyjnych i niesamowicie mnie cieszy, że mój Narzeczony popiera MPR/NPR :D
Ja w sumie jestem zadowolona ze stosowania NPR i powiem że wierze w nią, ale problem u mnie polega na tym że cykle mam długie okres okołoowulacyjny też a temperament mam też ogromny i 7 dniowa przerwa doprowadzałaby mnie do flustracji, gumek nie znoszę, wiec jak tylko doczekam się maleństwa to wracam do pigułek one też obniżają mój temperament i mąż jest szczęśliwy że non stop go nie zaciągam do łóżka. Ale ogólnie wierze że stosując NPR można odkładać przez wiele lat.
Byłam nieufna i wyuczona wszelkich mitów przez media, z ogromną motywacja do odkładania. Najważniejszymi w zmianie zdania były 2 sprawy: wykład o NPR młodego małżeństwa nauczycieli metody angielskiej. Oni odkładali poczęcie bez anty już 5 lat, więc to nie mógł być przypadek. Media donosiły, że wśród użytkowników NPR aż roi się od nieplanowanych poczęć. Drugi powód to pierwsze wiarygodne źródło informacji o metodzie objawowo-termicznej: podręcznik Rotzera. Od tej pory nic już nie było takie samo.
Obawiam sie, ze u mnie ta metoda sie nie sprawdzi, bo mam strasznie dlugie cykle bezowulacyjne (czasem nawet przez 2-3 miesiace nie mam miesiaczki i strasznie sie przy tym mecze), wiec jak dotad jedynie tabletki mogly “wyregulowac” ten problem. Gdybym chciala zostawic to naturze i miec pewnosc, ze nie zajde w ciaze, to musialabbym w ogole zrezygnowac ze wspolzycia.
świetny artykuł!:)
Ania, o jakiej nieplanowanej ciąży mowa w cyklu bezowulacyjnym? Dzięki tabletkom masz owulację? ;-)
W sumie odkładam z powodzeniem już 6 lat, włączając w to niełatwy okres poporodowy z pełnym karmieniem. NPR jest dla ludzi. Tak uważam i każdy cykl mi to potwierdza, czy jest problemowy, czy nie.
Ania tabletki nic Ci nie “regulują”, tylko powodują krwawienie z odstawienia, o którym niesłusznie mówi się “miesiączka”… Na początku, kiedy dowiedziałam się o naturalnych metodach planowania rodziny niebędących kalendarzykiem, przerażało mnie, a bardziej mojego obecnego męża a wtedy chłopaka, że długie będą okresy wstrzemięźliwości. Po dogłębnym zapoznaniu się z zasadami metody okazało się, że nie aż tak długie ;) (choć cykle mam takie, że płodność okołoowulacyjna trwa np. dwa tygodnie). Przez ładnych kilka miesięcy po porodzie w tym czasie stosowaliśmy gumki, jednak jako katoliczka musiałam w końcu powiedzieć temu “stop” i jestem zadowolona :) Poza tym wielkim plusem jest dla mnie i mojego męża to, że nie obciążam swojego organizmu dodatkową, niepotrzebną dawką hormonów, zakłócających naturalny przebieg cyklu. Tak więc skuteczność, ekologia, natura. A gdy słyszę porównywanie NPR czy MRP z “kalendarzykiem”, uśmiecham się pobłażliwie…
Mam dwoje dzieci.Przez 14 lat stosowałam tabletki. Od 3 lat stosuje NPR i nie planuje potomstwa.Pierwsze pół roku było koszmarem,prawie całkowita wstrzemęźliwośc dopóki organizm nie doszedł do siebie po takiej dawce hormonów.Teraz nie zamieniłabym tej metody na inną.Mąż początkowo bardzo sceptyczny też się przyzwyczaił.Jest bardzo wiele plusów tej metody:-)
Metoda jest dobra i bezpieczna dla zdrowia, wymaga jednak pewnego czasu praktyki aby poprawnie interpretować objawy. Niezbędna jest także dyscyplina w notowaniu temperatury oraz samobadaniu!
Ten, kto ma problem z samodyscypliną, będzie miał też problem ze stosowaniem tej metody.
Obecnie na rynku nie ma już termometrów rtęciowych, wykorzystywanych przy tej metodzie. Stosujjąc termometry elektroniczne, trzeba pamiętać o ich marginesie błędu oraz wymianie baterii co pewien czas (zanim zacznie przekłamywać wskazania temperatury).
Metodę tą, stosujemy tak na dobre od lipca 2009 r. i jak na razie z powodzeniem. Jest to jednak okupione duuużym stresem o to, żeby poprawnie wyznaczyć fazę niepł. bezwględnej.
md505, skąd bierze się ten stres? Przecież wybrałaś metodę Rotzera, aby nie bać się nieplanowanej ciąży.
Amazonko, Oczywiscie, ze w cyklu bezowulacyjnym nie mozna zajsc w ciaze :) Ale mialam na mysli to, ze przy cyklach trwajacych nawet 2 miesiace nigdy nie ma pewnosci czy owulacja sie pojawi czy nie i jesli tak to kiedy. Wiec w tym przypadku (chca uniknac ciazy) metoda NRP po prostu nie znajduje zastosowania. Tabletki oczywiscie nie “reguluja ” problemu w sensie przywrocenia owulacji, ale przynajmniej likwiduja wszelkie dolegliwosci zwiazane z 2-3 miesiecznymi cyklami. Te ktore tego doswiadczyly wiedza o czym mowie (nie chodzi tylko o ciagla niepewnosc kiedy w koncu sie dostanie miesiaczke, ale wszelkie bole i samopoczucie jakby sie CALY czas mialo PMS, (tradzik i inne takie niegodnosci to szczegol). Jeszcze zaden lekarz nie zaproponowal mi lepszego rozwiazania dla dlugich i bolesnych cyklow..
ja też jestem bardzo zadowolona, że zdecydowałam się na tę metodę. Jeszcze nie współżyje, ale po slubie mam zamiar odkładać. Narzeczony mnie popiera w kwestii NPR i bardzo mnie to cieszy:) nie wyobrażam sobie pakowania w siebie hormonów i niszczenia swojego zdrowia czy tez używania gumek. to jak całować się przez szybę. żadna przyjemność, prawda:)?