© 28dni.pl
» Przeglądaj opcje 28dni
» Zobacz, jak działa wykres


MRP a nieregularne cykle Top

Dodany przez Cynosia Wed, 31 Mar 2010 13:23:38 GMT

Kolejny często powtarzany mit na temat MRP/NPR: „u kobiet z nieregularnymi cyklami obserwacja jest bez sensu i nieskuteczna”. Ani jedno, ani drugie w gruncie rzeczy. Nieregularne cykle na pewno są kłopotliwe, jeżeli chce się przy pomocy metody objawowo-termicznej odkładać ciążę – z tego powodu, o którym wspominałyście ostatnio – że 10 dni wstrzemięźliwości da się przeżyć, ale jeśli ten czas się wydłuża do 50, to już nie jest tak kolorowo. Skuteczność jednak się nie zmniejsza. Sensowność prowadzenia obserwacji również nie podlega dyskusji, ponieważ dzięki pomiarom temperatury, wiemy z dokładnością do 2 dni kiedy była owulacja, a w związku z tym wiemy, kiedy spodziewać się miesiączki. To duży plus. A skąd to wiemy? Bo faza poowulacyjna ma swoją stałą długość – 10-16 dni.. Dlatego nazywamy ją bezwzględną. W dobrze wyznaczonej niepłodności poowulacyjnej nie zdarzyła się żadna nieplanowana ciąża.

Jak w ogóle rozumie się regularność cykli w medycynie? Jeśli różnica między najkrótszym a najdłuższym cyklem danej kobiety wynosi nie więcej niż 5 dni – jej cykle są regularne. Jeżeli jeden cykl w roku się nie zmieści w tej granicy, wciąż nie zmienia to faktu regularności. Teraz trochę matematyki. Prawidłowe cykle nie są krótsze niż 21 dni, ani dłuższe niż 35 dni. A dlaczego mniej niż 21 i więcej niż 35 to nieprawidłowo? Jak pisałam już wcześniej różnica w długości cykli wynika przede wszystkim z różnej długości pierwszej fazy - przedowulacyjnej. Biorąc pod uwagę, że faza poowulacyjna ma 10-16 dni, a prawidłowy cykl 21-35 dni, faza przedowulacyjna powinna trwać minimalnie 5dni (w cyklu 21 dniowym), maksymalnie 25 dni (w cyklu 35 dniowym.) W fazie przedowulacyjnej odnawia się po miesiączce błona śluzowa macicy. Nie może to trwać krócej niż 5 dni - błona nie miałaby czasu się zregenerować. Z drugiej strony nie powinno trwać dłużej niż 23 dni, bo wtedy z kolei rozrosłaby się nadmiernie, co prowadzi do stanów chorobowych i krwawień śródcyklicznych oraz właśnie nieregularnych cykli.

Osobiście uważam, że nie powinno się przyjmować nieregularności swoich cykli za normę. Nieregularność musi mieć swoją przyczynę i należy jej za wszelką cenę szukać. Mam świadomość, że są schorzenia (np. zespół policystycznych jajników), które ciężko wyleczyć, jednak w wielu innych przypadkach nie wkładamy wystarczająco dużo wysiłku w osiągnięcie zdrowia. Nie jest tak, że układ rozrodczy funkcjonuje w odłączeniu od reszty organizmu. Płodność jest bardzo delikatną sferą, na którą tryb życia – dieta, aktywność fizyczna, sen, stresy, emocje – bardzo wpływają. Moim zdaniem nieregularne cykle często wynikają z nieregularnego trybu życia, którego często nie chce nam się zmieniać. Należy pamiętać też o tym, że aby ciało było w pełni sprawne fizycznie, warto też zadbać o zdrowie psychiczne, emocjonalne. Nie pozwalajcie sobie sztucznie regulować cykli hormonami, szukajcie lekarzy, którzy są zaangażowani. Niech Wasze zdrowie będzie dla Was priorytetem – mój mały postulat do świadomych, dbających o siebie kobiet :)

Może Wy macie jakieś doświadczenia z regulowaniem cykli poprzez znalezienie przyczyny? Może u niektórych z Was sama obserwacja przyczyniła się do uregulowania? Czekam na Wasze komentarze.

Cynosia, ekspert 28dni

22 komentarzy

Odkładanie z MRP/NPR – część trzecia Top

Dodany przez Cynosia Wed, 24 Mar 2010 15:43:21 GMT

Wygląda na to, że każda para wypracowuje sobie swój sposób na niepłodność przedowulacyjną. Jedni są bardziej ufni, inni mniej, ważne by przestrzegać reguł i w razie nieplanowanej ciąży nie zrzucać winy na metodę! Choć oczywiście sama metoda również nie daje 100% pewności. Wszelkie nieplanowane poczęcia przy stosowaniu metody objawowo-termicznej w ciągu ostatnich 50 lat badań przytrafiły się właśnie w tej fazie. Jej prawidłowo wyznaczony koniec, to równocześnie początek być może jeszcze bardziej problematycznej fazy płodności - okołoowulacyjnej. Dziś parę słów na temat tej fazy przy odkładaniu ciąży.

Na wstępie chciałam zaznaczyć, że metoda objawowo-termiczna nie daje możliwości wskazania dokładnego dnia owulacji. Dzięki pomiarom temperatury oraz obserwacji szyjki i śluzu szyjkowego wyznaczamy potencjalny czas płodności, na który składa się długość życia komórki jajowej (24 godziny – z czego zdolna do zapłodnienia jest przez 12) oraz długość życia plemników w odpowiednich warunkach (do 7 dni). W gruncie rzeczy wychodzi 8 dni. W praktyce jednak odległość między jedną a drugą czerwoną krechą na 28dniowym wykresie jest trochę większa. Wynika to z tego, że owulacja może odbyć się nawet na dwa dni przed lub dwa dni po szczycie śluzu/szyjki lub skoku temperatury. Stąd czekamy aż trzy dni po szczytach oraz do co najmniej trzeciej wyższej temperatury, żeby móc pośrednio potwierdzić owulację i zakończyć czas płodności. Minimalnie więc dni potencjalnie płodnych jest 10. Czasem ten czas sztucznie się wydłuża i potrafi być bardzo frustrujący…

Nie zagłębiając się jednak więcej w zasady interpretacji cykli, które i tak trzeba dogłębnie przestudiować w podręcznikach, chciałam jeszcze zatrzymać się przy temacie: jak wytrzymać te minimum 10 dni bez seksu? I to w czasie, kiedy kobiecie się najbardziej chce, a przynajmniej powinno chcieć! To pierwszy i najczęstszy argument na nie dla NPR. „Nikt mi nie będzie mówił, kiedy mogę się kochać, a kiedy nie” – słyszę często. Z jednej strony czas szybko leci i przecież nie jest tak, że chce się kochać codziennie, ale dla wielu osób takie ograniczanie wolności seksualnej nie wchodzi dla w grę. Dla niektórych rozwiązaniem jest prezerwatywa, ale po pierwsze niewiele osób ją lubi, a po drugie zawsze jest świadomość, że jeśli zawiedzie (a jednak dość często zawodzi), to w kluczowym momencie – i wtedy oczywiście w razie poczęcia nie jest to nieskuteczność MRP tylko prezerwatywy. Dla innych z kolei przeczekanie tej fazy nie jest żadnym problemem – potrafią sobie w inny sposób okazać w tym czasie miłość, odwrócić uwagę od seksualności mimo wysokiego libido. Czy to ma jakiś głębszy sens? Czy to właśnie ta współpraca między kobietą a mężczyzną w czasie płodności wpływa na to, że wśród par stosujących NPR jest tylko 4% rozwodów?

Ja w tej kwestii mogę póki co polegać jedynie na statystykach i przykładach, które są na 28dni powszechne. Jak zawsze zapytam Was – czy dla Was konieczność powstrzymania się od seksu jest rzeczywiście ograniczaniem wolności? Jak sobie radzicie w tym czasie? Czekam na komentarze.

Cynosia, ekspert 28dni

16 komentarzy

Odkładanie z MRP/NPR – za i przeciw, trudności, zalety – część druga Top

Dodany przez Cynosia Wed, 17 Mar 2010 13:49:14 GMT

Wasze doświadczenia pokazują, że głównym wrogiem metod objawowo-termicznych jako skutecznych w odkładaniu poczęcia, jest powszechny brak wiedzy na ich temat. Od początku mojej historii z MRP zastanawiam się, co by tu zrobić, żeby to zmienić. 28dni na pewno jest pod tym względem nieocenionym narzędziem, bo stwarza możliwości dotarcia do olbrzymiej liczby osób. Kolejny i z mojego doświadczenia bardzo skuteczny sposób to dawać przykład swoją własną osobą. Jednak ani nasz portal, ani żadna pojedyncza jednostka nie wpłynie na masowe, stereotypowe myślenie o MRP. Potrzebna tu jest rewolucja w edukacji, mediach, a nawet kursach przedmałżeńskich. Czy to jest możliwe? Nie wiem. Na razie robię, co mogę, więc wrócę lepiej do tematu odkładania :)

Na potrzeby metody objawowo-termicznej dzielimy cykl na fazę niepłodności przedowulacyjnej, fazę płodności oraz fazę niepłodności poowulacyjnej. Dziś chciałam zająć się tą pierwszą, moim zdaniem najbardziej problematyczną fazą, którą nazywamy również względną. Dlaczego problematyczna? Bo trudno precyzyjnie wyznaczyć jej koniec. Dlaczego względna? Ponieważ jej długość może być zmienna i to ona decyduje o długości całego cyklu, jak widać na obrazku poniżej.

Zmienna długość fazy owulacyjnej

Fizjologicznie jest to faza folikularna, czyli wzrastania pęcherzyków jajowych. To na ten proces mogą mieć wpływ czynniki zewnętrzne – choroby, podróże, stresy. Przez tego typu zakłócenia może dojść do przesunięcia owulacji. Także różne zaburzenia hormonalne, jak np. podwyższona prolaktyna lub nieuregulowane hormony tarczycy, mogą zakłócać przebieg tej fazy i blokować owulację. Dzięki obserwacji możemy te problemy wychwycić.

Jak wyznaczamy fazę niepłodności przedowulacyjnej? Wszystko zależy od tego, jakiej długości mamy cykle i jak bardzo zaawansowane jesteśmy w obserwacji. Wyznaczanie końca niepłodności, czy też początku płodności to jedyny moment, w którym wykorzystujemy obliczenia. Jeśli jesteście początkującymi obserwatorkami, ale znacie długości swoich ostatnich 12 cykli, możecie odjąć 20 od najkrótszego z nich i otrzymacie ostatni dzień niepłodności (ten sposób pochodzi z metody angielskiej). Jeżeli macie z kolei już 12 zaobserwowanych cykli, możecie odjąć 8 od najwcześniejszego skoku (zmodyfikowana przez Rotzera reguła Doringa). Jeśli natomiast zaczynacie się obserwować po porodzie, bądź po odstawieniu tabletek, należy traktować się jak początkujące (każda metoda ma tu już inne zasady).

Obliczenia tracą swoją wszelką moc, jeżeli przed dniem, który nam wyszedł z obliczeń pojawi się śluz o cechach płodnych. To właśnie ten objaw zawsze poinformuje nas o tym, że podnosi się poziom estrogenów i nadchodzi faza płodności. Skąd wiedzieć, czy pojawiający się śluz jest już płodny? Rotzer twierdzi mało optymistycznie, że każdy śluz w fazie przedowulacyjnej może być płodny. Tutaj z pomocą przychodzi albo doświadczenie obserwatorki i znajomość własnego organizmu albo testery płodności ze śliny. Estrogeny rozrzedzają nie tylko śluz szyjkowy, ale także inne płyny ustrojowe. Test ze śliny zatem może nam wskazać, czy pojawiający się śluz jest wynikiem działania tych hormonów.

Precyzyjne wyznaczenie tej fazy jest bardzo ważne, jako że to tylko z tej fazy pochodzą nieplanowane poczęcia. Wielu kobietom zależy na tym czasie, bo np. mają w nim wyższe libido niż w fazie niepłodności poowulacyjnej. Oczywiście im więcej mamy doświadczenia, tym łatwiej tę fazę wyznaczyć, ale marzę o tym, by naukowcy wynaleźli jakiś dokładny na to sposób. A Wy? Jaki macie stosunek do niepłodności przedowulacyjnej? Obawiacie się, jesteście bardziej ostrożne czy ufacie już swoim organizmom? Jak zawsze czekam na komentarze.

9 komentarzy

Odkładanie z MRP/NPR – za i przeciw, trudności, zalety – część pierwsza Top

Dodany przez Cynosia Wed, 10 Mar 2010 14:13:21 GMT

Nawiązując do poprzedniego wpisu, wydaje mi się, że „wyrok” niepłodności może wpływać negatywnie nie tylko na poczucie męskości, ale także, a może i przede wszystkim, kobiecości. Zwykle to jednak kobiecie bardziej zależy na potomstwie i ona czuje się nie w pełni spełniona, dopóki nie zostanie matką. Ważne więc, żeby się w staraniach wzajemnie wspierać, nie obwiniać i (wiem, że to tylko łatwo mówić) nie pozwolić, żeby całe życie zaczęło się wokół tego tematu kręcić. Lepiej chyba skupić się na rozwoju osobistym, dbaniu o związek, sprawiać sobie samym i sobie nawzajem przyjemności, odrywać się jakoś od codzienności. Bo jedyne na co zawsze, w każdej sytuacji mamy wpływ, to własne nastawienie.

Zgodnie z zapowiedzią dziś rozpoczynam temat wykorzystania metody objawowo-termicznej do odkładania poczęcia. Jak już wspominałam, stosowanie jej podczas starań, nie jest jakąś wielką sztuką – bo współżyje się niezależnie od fazy cyklu. Precyzyjne wyznaczenie fazy płodnej oraz stosowanie się do zasad konkretnej metody dla starających nie jest niezbędne, ale dla odkładających to warunek skuteczności metody. A nieskuteczność to właśnie pierwszy zarzut stawiany MRP – mimo że Indeks Pearla dla metody objawowo-termicznej jest równie niski jak dla hormonalnych metod antykoncepcji. Jednak niedowiarkom nie wystarczają nawet wspominane już przeze mnie najnowsze badania skuteczności MRP. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że o tych badaniach nigdzie się nie mówi. Jeśli w kolorowych gazetach i portalach zamieszcza się dane o skuteczności różnych metod, to MRP jest wrzucone do jednego wora z kalendarzykiem, stosunkiem przerywanym czy innymi metodami „naturalnymi”. Nie dziwne, że potem słyszymy krzywdzące opinie.

Skoro już jesteśmy przy Indeksie Pearla, należałoby także wspomnieć o tym, że w przypadku metody objawowo-termicznej jest on inny w zależności od fazy niepłodności – względnej czy bezwzględnej. Faza przedowulacyjna jest zwykle bardziej problematyczna, szczególnie u kobiet z nieregularnymi cyklami (o tym więcej w następnym wpisie). Ale w dobrze wyznaczonej fazie poowulacyjnej nie było żadnej nieplanowanej ciąży w ciągu już ponad 50 lat badań nad MRP.

Jednak żeby móc zaufać, że dzięki pomiarom temperatury i obserwacji śluzu można dokładnie wyznaczyć dni płodne, trzeba tego po prostu spróbować. Dowiedzieć się dokładnie o co chodzi. Tylko niewiedza powoduje niepewność. Przekonało się o tym wiele dziewczyn, które dołączyły do portalu jako staraczki i tak się zaprzyjaźniły z termometrem, że zdecydowały się później także odkładać kolejne ciąże z jego pomocą. Niektóre z Was dopiero tu, na 28dni uświadomiły sobie, że życie w zgodzie z naturalnym rytmem płodności jest możliwe. Tutaj wyraźnie widać, że po kilku miesiącach każda zaangażowana samoobserwatorka nie ma problemu ze stwierdzeniem, w jakiej jest fazie cyklu, kiedy się zaczyna, a kiedy kończy jej okres płodności.

A jak to było z Wami? Czego było Wam trzeba, żeby przekonać się o skuteczności naszych metod? Jakie argumenty Was zachęcają, a jakie zniechęcają? Czekam na Wasze komentarze.

Cynosia, ekspert 28dni

23 komentarzy

O mężczyznach słów kilka Top

Dodany przez Cynosia Wed, 03 Mar 2010 08:28:40 GMT

Cieszę się, że Wasi mężczyźni każdy na swój sposób angażują się w rozpoznawanie Waszej płodności. Niezależnie od tego czy pomagają konkretnie przy prowadzeniu obserwacji czy „tylko” poprzez pełną akceptację i przyjęcie wspólnej odpowiedzialności za wybór metody planowania rodziny, współpraca w tym zakresie jest niezbędna do powodzenia całego przedsięwzięcia. Mam na myśli stosowanie metody objawowo-termicznej na stałe, a nie tylko przy staraniach o dziecko. Nikt raczej nie neguje wartości i celowości prowadzenia obserwacji podczas starań. Problem „stosować czy nie” pojawia się dopiero wówczas, gdy mamy przy pomocy wykresów poczęcia dziecka również unikać. Wtedy się pojawiają wątpliwości, czy to skuteczne, po co się powstrzymywać od seksu i to w czasie kiedy się najbardziej chce i w ogóle po co się męczyć z tym termometrem codziennie. Do tego tematu jeszcze wrócę, a dziś pozostańmy jeszcze przy mężczyznach i staraniach.

Męskich czynników niepłodności jest zdecydowanie mniej niż żeńskich. Ocena płodności męskiej opiera się na badaniu nasienia. Ogólnie uważa się, że diagnostykę niepłodności powinno rozpocząć się właśnie od oceny nasienia. Nie jest więc dla mnie zrozumiałe, dlaczego przy problemach z zajściem w ciążę najpierw bada się na wszystkie strony kobiety. Moim zdaniem obie osoby z pary powinny w tym samym czasie poddać się badaniom. Rozumiem, że dla mężczyzny nie jest to przyjemne badanie, a ewentualna informacja o kiepskiej jakości jego armii godzi w męską dumę, ale są rzeczy ważne i ważniejsze. Dobrze by było, gdyby nabrał dystansu do tego tematu i sam z siebie zaproponował, że się przebada.

Ponadto mężczyźni mogą i powinni jeszcze przed rozpoczęciem starań poprawić swoje nasienie. Jak? Poprzez zmianę trybu życia na zdrowszy. Rzucenie palenia, ograniczenia alkoholu. Lepsza dieta i aktywność fizyczna to podstawa! Nadwaga nie tylko u kobiety zaburza gospodarkę hormonalną. Musimy pamiętać, że hormony płciowe wytwarzają się z tłuszczu, więc zarówno jego niedobór jak i nadmiar powodują zaburzenia w ich działaniu. Brak ruchu wpływa negatywnie również na jakość śluzu szyjkowego u kobiety. Więc jako instruktorka fitness pierwsze co zalecam starającym się parom: zapiszcie się razem na siłownię, basen, taniec, cokolwiek! Byle się poruszać, a przy okazji miło spędzić razem czas. Z przykrością stwierdzam, że mało lekarzy zwraca na to uwagę, podczas gdy często może to być kluczowa sprawa.

A jeśli i nasienie i śluz są w porządku, należy zbadać plemniki także pod kątem zachowania się w śluzie szyjkowym. Bo poza tym, że śluz jest niezbędny dla przetrwania plemników, może być też dla nich skuteczną barierą. Brak ruchu postępowego plemników w śluzie może wskazywać na immunologiczne przyczyny niepłodności, czyli tzw. wrogość śluzu. Myślę, że kiedy pojawia się problemy, warto sprawdzić najpierw te parametry.

Czy wy chciałybyście się podzielić Waszymi doświadczeniami ze zmaganiem z niepłodnością, nie tylko męską? Jak przeżywają okres starań o dziecko kobiety a jak mężczyźni? Czy przy staraniach o dziecko staracie się również zmienić tryb życia na zdrowszy? Czekam na Wasze komentarze.

Cynosia, ekspert 28dni.pl

31 komentarzy