© 28dni.pl
» Przeglądaj opcje 28dni
» Zobacz, jak działa wykres


Jak mężczyźni angażują się w rozpoznawanie płodności? Top

Dodany przez Cynosia Tue, 23 Feb 2010 20:35:47 GMT

Zanim przejdę do dzisiejszego tematu, chciałabym wyjaśnić pewne kwestie dotyczące poprzedniego. Pisząc o moim prowadzeniu kursów dla narzeczonych mam oczywiście na myśli wyłącznie te trzy spotkania, które para musi odbyć w poradni planowania rodziny. Polskie Stowarzyszenie Nauczycieli NPR, instytucja świecka, do której należę, ma uprawnienia do prowadzenia tych trzech spotkań, w ramach których nauczyciele mają za zadanie nauczyć metody objawowo-termicznej w różnych sytuacjach życiowych. I to właśnie robię. Nie uważam, że jest to nie na miejscu albo że kogoś oszukuję, informując, że moją motywacją do stosowania i uczenia MRP nie jest przynależność do kościoła. Dla mnie istotne jest, by ludzie mieli prawidłową wiedzę, bo przez trzy godziny nic innego niż najważniejsze informacje na temat MRP nie jestem w stanie przekazać.

Myślę, że mi i moim koleżankom ze stowarzyszenia udaje się powoli zmieniać powszechne mniemanie o paniach z poradni. I rzeczywiście szkoda, że nie ma panów z poradni, bo uważam, że te zajęcia dla narzeczonych powinna prowadzić para. Nie sama kobieta, nie sam mężczyzna, ale właśnie para. Niekoniecznie para w związku. Zwiększa to wiarygodność, obejmuje damski i męski punkt widzenia, no i – co chyba najważniejsze – pokazuje, że mężczyzna jest bardzo potrzebny w prowadzeniu obserwacji. A mężczyźni przecież muszą czuć się potrzebni albo nawet niezbędni swojej kobiecie. Co więc mogą zrobić? Po tym jak się już w ogóle przekonają do tego, że można tak bez żadnej antykoncepcji…

Po pierwsze, zaakceptować swoją kobietę z jej cykliczną płodnością. Dać jej do zrozumienia, że wcale nie muszą codziennie i woleliby, żeby nie brała tabletek, bo zależy im na ich zdrowiu. Czy tylko ja chciałabym coś takiego usłyszeć czy jest nas więcej?

Po drugie, znać się na metodzie! Swojej kobiecie oczywiście trzeba ufać, ale wykres lepiej umieć zinterpretować samemu, a nie tylko pytać „można dziś czy nie?” Nie mówię, że mężczyzna ma prowadzić za nas wykres, chociaż czemu nie, ale niech wykaże zainteresowanie, w której to fazie jest jego kobieta i czy przypadkiem nie jest potrzebne jej trochę więcej wyrozumiałości z okazji PMSa…

Po trzecie, przypominać o obserwacji. Znam mężczyzn, którzy wtykają swoim kobietom termometr do buzi, kiedy ta nie słyszy budzika. Sama kiedyś usłyszałam: „więcej już ci wina nie polewam, bo będziesz miała zakłóconą temperaturę” ;) żarty żartami, ale pełna akceptacja mężczyzny dla metody objawowo-termicznej jest niezwykłym ułatwieniem w jej stosowaniu.

To tylko kilka z masy rzeczy, które mężczyźni mogą. Może wy chcecie się podzielić doświadczeniami z Waszymi mężami, partnerami, chłopakami? Trudno było ich przekonać? A może to oni namawiali Was? Jak się angażują w stosowanie metody objawowo-termicznej w różnych sytuacjach? Czekam na Wasze komentarze.

Cynosia, ekspert

46 komentarzy

NPR na kursach dla narzeczonych Top

Dodany przez Cynosia Wed, 17 Feb 2010 15:52:42 GMT

Dziękuję za Wasze komentarze do poprzedniego wpisu. Chciałabym zaznaczyć jeszcze raz, że nie jest to ogólnie przyjęty, oficjalny podział, że MRP to tylko wiedza a NPR wiąże się tylko z religią. To tylko mój punkt widzenia, niekoniecznie właściwy. Państwo Kippleyowie jak najbardziej mają prawo promować swoją metodę wyłącznie wśród małżeństw katolickich. Z resztą w naszym kraju wciąż blisko 100% małżeństw jest katolickich, więc wśród kogo innego je promować?:) Sęk w tym, że Kippleyom (i mi też tak naprawdę) zależy na tym, aby pary stosowały metodę objawowo-termiczną zarówno przy odkładaniu poczęcia i staraniu o dziecko. Aby pary żyły zgodnie z naturalnym rytmem płodności kobiety. A niewiele kobiet deklarujących się jako katoliczki ma na to ochotę, z tego co zdążyłam się zorientować.

Kolejny problem z tym związany to fakt, że metoda objawowo-termiczna jest wciąż kojarzona z metodą kościelną. W gruncie rzeczy jedyne miejsce, w którym do tej pory można było się dowiedzieć o MRP/NPR to zajęcia z religii albo kurs przygotowawczy do małżeństwa. Tylko ile narzeczonych podchodzi poważnie do tych kursów? Ile jest takich kursów porządnie prowadzonych? Nie da się ukryć, że to katolikom i ich zaangażowaniu w promocję metod objawowo-termicznych zawdzięczamy istnienie tylu materiałów, organizacji i nauczycieli. Nikt temu nie zaprzecza, ale jeśli nie chcemy wciąż słuchać bzdur na temat MRP i ich (nie)skuteczności, niezbędne jest oderwanie tego tematu od katolicyzmu. Widzę jak to działa, kiedy sama prowadzę kursy dla narzeczonych. Od momentu w którym mówię, że nie identyfikuję się z wiarą katolicką a MRP to dla mnie element zdrowego stylu życia, nagle ich zainteresowanie a moja wiarygodność wzrasta. Nie wiem czy to pozytyw, ale na pewno fakt. Nie wiem też, jaka część „moich narzeczonych” się decyduje na stosowanie metody objawowo-termicznej jako metody kontroli płodności, ale wiem, że raczej nie będą powtarzać nieprawdziwych informacji. Nie mam dużego doświadczenia w prowadzeniu tych kursów, ale zdążyłam już zauważyć, że kobiety odsuwają mężczyzn od tematu płodności, traktują ich trochę protekcjonalnie, „co on tam o tym wie…” – mówią. Mężczyźni za to zwykle są bardzo zainteresowani i ucieszeni, że wreszcie w jakiejś kwestii kobieta jest logiczna :)

Nie ma co ukrywać, że przy stosowaniu metody objawowo-termicznej niezbędne jest zainteresowanie obu stron tematem ich wspólnej płodności, poszanowanie dla fizjologii, zdrowia, jakaś współpraca w prowadzeniu obserwacji. Taka bliskość między przyszłymi małżonkami wydaje się naturalna, jednak w wielu przypadkach tak nie jest. Chichot i zaczerwienienie przy rozmowach o śluzie są wciąż na porządku dziennym, co pokazuje, z jaką wiedzą na temat własnej płodności wychodzimy ze szkół.

A jakie są Wasze doświadczenia z kursami? Może macie jakieś wyjątkowo dobre do polecenia? A może uważacie, że w ogóle ich nie powinno być? Czekam na Wasze komentarze.

Cynosia, ekspert

35 komentarzy

MRP czy NPR – moje rozumienie tych dwóch pojęć Top

Dodany przez Cynosia Wed, 10 Feb 2010 16:24:43 GMT

Z okazji dyskusji o ideologiczności książek i metod pod poprzednim wpisem, chciałabym napisać Wam, jak ja rozumiem różnicę między Metodami Rozpoznawania Płodności a Naturalnym Planowaniem Rodziny. Oczywiście nie wierzę w neutralność ideologiczną i zgadzam się z tym, że brak ideologii to również ideologia. Przyznaję, że użycie sformułowania “oczyszczone z ideologii” było niefortunne, ale jestem za tym, by oddzielić wiedzę naukową na temat płodności kobiety od indywidualnego podejścia do niej. Nie każda z nas tutaj jest katoliczką, nie wszystkie czekamy ze współżyciem do ślubu i niekoniecznie chcemy czytać o katolickim podejściu do małżeństwa i seksualności w książce uczącej metody objawowo-termicznej. Szczególnie metoda Kippleyów jest pod tym względem dyskryminująca dla osób niewierzących lub np. nie biorących ślubów, bo nauczycielami mogą zostać wyłącznie pary małżeńskie. Idea jest piękna, ale niekoniecznie dla wszystkich. A na 28dni jest miejsce dla wszystkich i mam wrażenie, że całkiem miło nam się tu razem “współżyje” mimo różnic w poglądach ;) i o ile każda z nas wykorzystuje Metody Rozpoznawania Płodności, to niewielka tak naprawdę część stosuje Naturalne Planowanie Rodziny.

Metody Rozpoznawania Płodności są wg mnie (oraz Światowej Organizacji Zdrowia) wyłącznie metodami diagnostycznymi, umożliwiającymi oznaczenie okresu płodnego kobiety. To nad MRP robi się badania naukowe, jest to zwyczajnie dziedzina wiedzy. Naturalne Planowanie Rodziny z kolei to styl życia, wzbogacony o filozofię chrześcijańską, wykorzystujący tę wiedzę dla własnych celów. Użytkownicy NPR stosują MRP w celu wyznaczeniu okresu płodnego i decydują, czy - zależnie od celów - podejmą w tym czasie współżycie czy nie. NPR zawiera w sobie otwarcie na nowe życie. Nie uznaje stosowania mechanicznych czy chemicznych środków antykoncepcyjnych w okresie płodności. Nie znosi słowa “zabezpieczenie” w stosunku do ciąży. Bo nowe życie nie jest niczym tak niebezpiecznym, by się przed tym chronić, zabezpieczać. Dlatego też NPR jest jedyną metodą popieraną (a nie zalecaną i wymyśloną) przez Kościół Katolicki.

Są też osoby, które stosują MRP, a nie stosują NPR. Dopuszczają w okresie płodnym środki antykoncepcyjne, które wprawdzie ingerują w naturę współżycia seksualnego, ale nie wpływają znacznie na zdrowie i fizjologię cyklu miesiączkowego (co nie znaczy, że nie mają innych skutków ubocznych). Pobudki użytkowników MRP są nie tylko etyczne. Często bardziej zdrowotne, nie chcą niczym zastępować naturalnej regulacji hormonalnej swojego organizmu. Jako specjalistka edukacji zdrowotnej zaliczam się do tych osób. I pisząc do Was postępuję zgodnie z zaleceniem Światowej Organizacji Zdrowia, by informacje o Metodach Rozpoznawania Płodności udostępniać i szerzyć w procesie edukacji :)

Co Wy sądzicie na ten temat? Czy uważacie, że powinno się uczyć MRP w oderwaniu od religii, etyki? Czy Waszym zdaniem na 28dni panuje przyjazna atmosfera między osobami o różnych poglądach? Czekam na Wasze komentarze.

Cynosia, ekspert

33 komentarzy

Którą metodę wybrać i dlaczego tak niewiele o nich wiemy? Top

Dodany przez Cynosia Wed, 03 Feb 2010 11:06:31 GMT

Metoda objawowo-termiczna powszechnie stosowana na 28dni to zjawisko większości polskiego społeczeństwa raczej obce. Ze mną też tak było – jeszcze trzy lata temu żyłam w głębokiej nieświadomości, że przy pomocy termometru, oczu i własnych dłoni mogę precyzyjnie określić, co się dzieje w moim układzie rozrodczym. Dlaczego nikt mnie tego nie nauczył w domu, w szkole, na religii, na biologii, u lekarza – nie mam pojęcia, ale do 22 roku życia nie spotkałam się nigdy z najmniejszą nawet wzmianką o metodzie objawowo-termicznej. Jak już wreszcie przypadkiem natrafiłam na nią w Internecie, byłam z jednej strony olśniona i zafascynowana własnym układem rozrodczym, a z drugiej wściekła i smutna, że nie wiedziałam o tym wszystkim wcześniej. W życiu jednak nic się nie dzieje bez przyczyny i lepiej późno niż wcale odkryć swoją życiową pasję, a potem pisać o tym na blogu ;)

Skoro samo istnienie metody objawowo-termicznej jest dla większości tajemnicą, tym bardziej zaskoczeniem jest fakt, że metod tych rozróżniamy co najmniej kilka. Którą metodę wybrać i czym się od siebie różnią to najczęstsze pytanie, jakie dostaję od początkujących samoobserwatorek. Napiszę więc i tutaj to, co zwykle wtedy odpowiadam. Otóż, ważniejsze jest samo zdecydowanie się na konkretną metodę niż to, którą się wybierze. Roetzera, Kippleyów, angielska, niemiecka, polska – wszystkie opierają się na obserwacji tych samych objawów, a różnią wyłącznie oznaczeniami i szczegółami w interpretacji. Żadna metoda nie jest łatwiejsza, skuteczniejsza czy bardziej nadająca się do starań. Najistotniejsze jest, by porządnie nauczyć się jednych zasad i ich się trzymać. Najpowszechniejsze są u nas angielska i Roetzera (ja uczę tych dwóch właśnie). Do metody Kippleyów są bardzo dobre podręczniki i materiały do nauki samemu (tej nie mogę uczyć, bo tu nauczycielami mogą zostać tylko małżeństwa ;). Coraz popularniejsza robi się metoda niemiecka, jako że posiada najbardziej aktualne badania skuteczności oraz jest oczyszczona z ideologii.

Do wyboru do koloru jak widać. Nie trzeba dogłębnie poznawać każdej metody zanim się wybierze. Tak jak pisałam, warto po prostu wybrać jedną, nawet losowo. A potem, jak już jednej metody się nauczymy, na dobre zainteresujemy tematem, warto zgłębić wiedzę, zobaczyć, co proponują inne metody. Takie jest przynajmniej moje zdanie, ale jak zwykle spytam, co Wy sądzicie na ten temat i skąd pochodzi Wasza wiedza o metodzie objawowo-termicznej i jej różnych obliczach? Która metoda Wam najbardziej odpowiada? Czekam na komentarze :)

Cynosia, ekspert

35 komentarzy